Kto rządzi w naszym cyrku?
Blog > Komentarze do wpisu

Jak to karmiłam skazowca

     Pisałam dziś maila do koleżanki, która niedawno urodziła, jak się okazało, mega alergika. Prosiła mnie o porady żywieniowe matki karmiącej skazowca. To już było tak dawno temu.... Naprawdę, tym bardziej, że momentami miałam wrażenie, że prędzej padnę z wycieńczenia niż doczekam dnia kiedy zjem pizzę, zapiję colą, a na deser wsunę białą czekoladę. Dziś odżyły wspomnienia, kiedy to wchodziłam do sklepu i płakać mi się chciało, bo nie myślałam już co bym zjadła, a co z tego mogę zjeść? Nagle asortyment w sklepie kurczył się do 5 produktów. Mało, że zamknięta w domu, z cyckiem w ciągłym pogotowiu, permanentnie niewyspana, to jeszcze niemal o chlebie i wodzie. Więzienie to raj. Ja nawet na spacerniak nie wychodziłam jak padało, albo wiatr urywał głowę. Do jedzenia marchewka z kurczakiem i jabłka... Poniedziałek, piątek, srątek. Stopniowo próby na pojedynczych produktach, każda próba nieudana wiązała się z 2-tygodniową wysypką Córy, a co za tym idzie wstrzymaniem akcji rozszerzania diety. Pocieszenie jest takie, że mózg w końcu naprawdę się przestawia (oj tak, czasem nawet wbrew naszej woli, ale dziś nie o tym). Po licznych dołach, dołeczkach i kanionach, przestałam widzieć to, czego jeść nie mogłam. Do tego stopnia, że po wielu miesiącach od przestawienia dziecięcia na niesamowicie obrzydliwą mieszankę, w lodówce zgnił mi banan...Tatuś zostawił go dla mnie, a dla mnie banany nie istniały. Dopiero jak zrobił się czarny i mój mózg przestał go odbierać jako znajomy owoc, zauważyłam jego obecność. Owszem, nieraz miałam ochotę na czekoladę, lody, spaghetti, ale przyszedł moment, że było łatwiej.

Nigdy, przenigdy nie miałam na tyle silnej woli, żeby się odchudzać, stosować konsekwentną dietę. A były czasy, kiedy teoretycznie motywacji mi nie brakowało, sama w sobie byłam jedną wielką motywacją, patrzyłam w lustro i widziałam motywację, zapinałam spodnie i motywacja aż wylewała się górą. No i nic z tego nie wychodziło, batoniki, rożki z serem, I kolacja, II kolacja i obowiązkowo III kolacja. Myślałam, że ja po prostu nie potrafię odmówić sobie jedzenia. Jakże więc trudno musiało mi być na początku tej najdłuższej z moich diet? Ta dla dziecka jednak jest o tyle łatwiejsza, że odmawiamy sobie czegoś nie dla jakichś tam niewidzialnych kalorii, a dla realnej istotki, która jak zjemy coś co jej nie przypasuje będzie wyła nocami i rzucała się po łóżeczku jak opętana, będzie waliła 6 kup dziennie i trzeba ją będzie smarować 4 różnymi mazidłami 5 razy na dobę. Poza tym dajesz dobro, dobro do ciebie powraca, waga sprzed ciąży ukazuje się szybciej niż można by się było spodziewać.

 

poniedziałek, 22 października 2012, kropka306

Polecane wpisy

Komentarze
2012/10/24 14:32:08
będę częściej tu zaglądać
-
2012/10/24 15:02:47
Ciekawy blog. Pisz często :)
-
2012/10/24 15:06:35
No, po takich komentarzach, to aż chce się pisać ;)
Zapraszam :)
-
2012/10/24 15:51:11
bajer xD

Moja strona