Kto rządzi w naszym cyrku?
Blog > Komentarze do wpisu

Pierwszy występ w żłobku

     No i nadeszła chwila na pierwszy publiczny występ. Dziś w żłobku była coroczna impreza gwiazdkowa. Zaproszono rodziców, poproszono o przyniesienie ciast, ale nie wiedzieliśmy, że przewidziano program artystyczny. Rodzice zostali usadzeni na widowni, a dzieciaki zorganizowały nam przedstawienie. Zastanawialiśmy się co zagra nasza Córa, skoro przyszła do grupy 4 dni temu? Kazali ubrać dziewczynki na biało, myślałam, że może będzie leżeć odgrywając tym sposobem rolę śniegu, ale nie. Dzieciaki pięknie tańczyły w parach. Nasza najmniejsza i ponoć najmłodsza (zastanawia mnie do jakiego wieku dzieci w tym żłobku przyjmują, niektóre wyglądały nawet na 3,5 roku). Najmniejsza więc śnieżynka nie odstawała mimo wszystko od reszty. Pod koniec już wyszły braki w przygotowaniu, ale długo radziła sobie jak trza.

Niektóre dzieci na widok rodziców zaczynały płakać, nie chciały tańczyć, uciekały w publiczność, a nasza strzelała tylko głupkowatą minę świadczącą o lekkim zawstydzeniu i dzielnie realizowała założenia choreografii. Byłam dumna oczywiście i wzruszona...wzruszyłam całe 2 chusteczki higieniczne... Ja to naprawdę czasem przeginam, potrafię się popłakać na reklamie Whiskasa...chociaż nie, to było w ciąży, więc się nie liczy.

     Co jeszcze ciekawe, zobaczyłam jak Córa zachowuje się poza domem sama. Nie byłam sobie w stanie tego wyobrazić. Zawsze wszystkie opiekunki (jednej mogłam nie wierzyć, ale zeznania się powtarzały, nawet w różnych żłobkach) mówią, że to takie wspaniałe, grzeczne dziecko, że ona tak ładnie sama sobą potrafi się zająć, jest jakby jej nie było, z nikim się nie kłóci, nikomu nie zawadza... To mi zupełnie nie pasowało do dziecka, które mam w domu, które strzela fochy z przytupem, na wszystko krzyczy "nie", dzieciom wyrywa zabawki krzycząc "móje!", rzuca się na podłogę z teatralnym płaczem, ciągle ma coś do powiedzenia. Zawsze wracając ze żłobka też opowiada (na ile to możliwe), że fajnie było, z kim się bawiła, co robili itd. A tu dziś widziałam, że ona faktycznie jest aniołem w rękach żłobkowych opiekunek. Nie znałam jej takiej. Z nikim się nie kłóciła (dopiero potem, jak już rodzice też włączyli się do zabawy), nikomu nie sprzeciwiała, robiła wszystko, co kazali. Jak taki piesek co szczeka tylko w obecności właściciela. 

No nic, po takiej mamie nie ma się co dziwić, ja też do późnego wieku dziecięcego byłam grzeczna...ale luz, potem mi przeszło.

piątek, 14 grudnia 2012, kropka306

Polecane wpisy

Komentarze
2012/12/17 12:17:49
widzisz jaką masz dzielną i utalentowaną Córę, brawa dla niej!

Moja strona