Kto rządzi w naszym cyrku?
Blog > Komentarze do wpisu

O Anglii, co to paracetamolem stoi

     Pisałam ostatnio, że Starsza ciągle gada, to wzięła i zaniemówiła w zeszłym tygodniu... Jelitówka. Jak zaczęła Córa rzygać, to pierwszej nocy 7 razy do niej wstawaliśmy (całe szczęście KO akurat był w domu). Już niemal nie mieliśmy jej w co przebierać i czym przykrywać. Mało brakowało, a położylibyśmy ją w wannie pod płaszczem przeciwdeszczowym. A ona jeszcze, "to ja pójdę spać do was". Dziękuję, wtedy wszyscy byśmy się musieli kąpać po każdym bełcie. W dodatku pościeli na nasze łóżko mniej mamy.
Kiedy minęła doba, a sytuacja nie uległa zmianie, zatargałam do lekarza, który jak to angielski lekarz, spuścił mnie na drzewo. Oczywiście z paracetamolem. A jak! Bo gorączkę miała. Jego zdaniem jeśli dziecko zwraca nawet wodę od ponad doby, to nie ma żadnego problemu, bo "naukowcy zbadali", że choć tak się wydaje, nie wszystko co było przyjęte, organizm wydala i póki dziecko nie odmawia picia, to w ogóle nie ma się czym przejmować, może tak chorować kilka dni, a nawet...tygodni.
Efekt był taki, że 1,5 doby później wylądowałyśmy na pogotowiu z odwodnieniem. Poziom glukozy Córy sięgnął dokładnie granicy, poniżej której według wiedzy podręcznikowej, człowiek traci świadomość. Jak się okazało, to właśnie ta nieszczęsna glukoza, a w zasadzie jej brak, potęgował mdłości i Córa wpadła w błędne koło. Po podaniu glukozy w żelu mogłam ją już stopniowo poić i wymioty minęły jak ręką odjął.

     W ciągu 4 miesięcy angielscy lekarze omal nie wykończyli mi więc tak jednej, jak i drugiej córy. W lutym jeden zignorował mnie, kiedy poszłam z zakatarzonym, pokasłującym 3-miesięcznym niemowlęciem, odesłał oczywiście z paracetamolem, twierdząc, że katar i kaszel same miną. Kilka dni później grzałyśmy miejsce na pogotowiu, gdzie kolejna mądra pani doktor również próbowała nas zbyć paracetamolem. Dopiero drugi pediatra (niemowlęta ogląda na pogotowiu 2 lekarzy), zainteresował się, zlecił badania, zostawił w szpitalu i okazało się, że Młodsza miała już zapalenie płuc.

     Innym absurdem była sytuacja, kiedy KO pojechał na pogotowie z głęboką raną dłoni. Dłoń została opatrzona, a KO umówiony na czyszczenie i szycie rany za bagatela 7 dni...

     Cóż, jesteśmy na tym "Zachodzie" od 2 lat i każde z nas już zdążyło zaliczyć wizytę na pogotowiu. Szczęścia do zdrowia, to my tu nie mamy za grosz. Niemniej jednak uważam, że o ile mojego złamania, czy próby ukrzyżowania się przez KO, nie można było uniknąć (nie czepiając się już szczegółów), o tyle wizyt z Córami mogłoby nie być, a przynajmniej w przypadku Starszej mogło się to odbyć mniej drastycznie.

     W końcu nie napisałam też jak wyglądało tu prowadzenie ciąży. Zbierałam się wielokrotnie, ale lista absurdów okazała się zbyt długa i w ciągu 9 miesięcy nie udało mi się tego ogarnąć. W skrócie rzecz ujmując, ciężarna ani razu nie widzi się z ginekologiem. Pomijając jakieś anomalie. Dopiero na porodówce. Ciążę prowadzi położna, która mierzy ciśnienie, słucha serca dziecka i pyta "jak się czujesz?", a następnie bez względu na odpowiedź, zapewnia, że "to normalne". W drugiej połowie ciąży dochodzi jeszcze mierzenie obwodu brzucha centymetrem. Badanie jest tak miarodajne, że ja raz usłyszałam "wychodzi mi, że twoje dziecko od 3 tygodni nic nie urosło".
Poza tym, pierwszych 3 miesięcy nikt nie nazywa tu ciążą, a jeśli czujesz, że ewentualnie coś jej może zagrażać, również zapewniają, że "to normalne" i "natura wie najlepiej, będzie jak ma być". Spoko, pewnie, ale co, kiedy natura sprawia, że matka ma zły poziom hormonów, czy czegoś tam innego, a płód jest zupełnie w porządku? Nikt ani razu nie sprawdza poziomu glukozy (jeśli nie masz w rodzinie cukrzyków), nie robią badania na toksoplazmozę, ani bakterię, którą to podczas porodu może zarazić się dziecko i poważnie rozchorować. USG są 2, ok. 13tc i 20tc, potem przez 20 tygodni musisz żyć wiarą, że wszystko gra. Kiedy dzwonisz do szpitala, pytając co robić, bo jesteś w 30tc i brzuch ci bez przerwy twardnieje, nawet co 10-15 min., każą wziąć paracetamol. Badania krwi robione są dwukrotnie, na hiv, żelazo, coś tam jeszcze, ale bez zwykłej morfologii. Ach! Jeszcze mocz sprawdzają na każdej wizycie...macza pani położna papierek, którym mierzy ilość białka. Żadnych bakterii nikt nie szuka, bo po co? Kiedy pokazujesz żylaki na nodze, oglądają ze współczuciem, "ojej, to na pewno musi boleć", a następnie polecają zażywać paracetamol. Kiedy przychodzisz i mówisz, że po cesarce chcesz rodzić naturalnie, prosisz o sprawdzenie blizny pod tym kątem, słyszysz, że nie potrafią tego zbadać, ale to nic, bo jak tylko zaczniesz się rozpadać, od razu wezmą cię na stół.
Ale w ogóle to fajnie, kobieta przez cały okres ciąży i rok po porodzie ma wszystkie leki za darmo. Dla dzieci do 16rż również leki są nieodpłatnie. Paracetamol czyli.

     Przykłady można mnożyć. Człowiek mieszkając w Polsce tak narzeka na służbę zdrowia, zazdrości tym "na Zachodzie". Jak to mówią, cudze chwalicie, a Janko Muzykant dostaje baty.

poniedziałek, 15 czerwca 2015, kropka306

Polecane wpisy

  • Chorobowy maraton trwa

    U nas lepiej. Lepiej nie mówić. Piątkowa gorączka Starszej Córy okazała się być zwiastunem wiatrówki. Na szczęście przetrwałyśmy. Początki były ciężkie, gorączk

  • Matka liczy na przespaną noc

    Armagedon. Sztafeta trwa, dziś to Starsza zalegała z gorączką. Młodszą natomiast boli gardło. Ani jeść, ani spać. Dzisiaj wstała o 5 rano. O 6 Matka krążyła z w

  • Jak nie urok to sraczka

    Skończyła się sielanka. W końcu da się odczuć, że mamy w domu niemowlę. Pierwsze 2-3 tygodnie Młodsza głównie spała, potem pojawiły się kolki. Życie zaczęło się

Komentarze
2015/06/15 23:38:06
No uśmiałam się, choć to wcale śmieszne nie jest :-)
-
2015/06/16 14:29:18
No akurat ciążę spędzoną w Brytanii Bożena wspomina świetnie. Było tak, jak piszesz. Ale po pierwszej ciązy w PL miała ona wrażenie, że w końcu jej dali świety spokój! Że może nosić to dziecko w pokoju, nikt jej nie dręczy nieustannymi badaniami, położna głowy nie zawraca - luz, blues :) To jej się bardzo podobało, no ale dziecko było zdrowe, także mogło się podobać.
Starszak wonczas zapalenie krtani leczyli mu za pomocą honey and lemon. Przemycanie leków w trybie pilnym z PL też było ciekawe, bo honey and lemon oczywiście na zapalenie krtani działają niespecjalnie szałowo.
Biorąc pod uwagę późniejsze przygody zdrowotne, czy raczej chorobowe, to Bożena się cieszy, że jednak nie musiała na wszystko nastarczyć paracetamolem, bo mogłaby mieć tych dzieci nieco mniej tak na teraz.
-
2015/06/16 18:48:41
Zależy co kto lubi ;) Mnie osobiście brakowało jakiejś kontroli nad tą ciążą. No i gdybym sama sobie dawki leków na tarczycę nie zmieniła, nie kroiła codziennie 3 różnych tabletek, to w ogóle żadnej ciąży by nie było. A zapalenie krtani Starsza miała tu dwukrotnie "leczone" paracetamolem :) U dwóch różnych lekarzy, w dwóch różnych przychodniach. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że jednak mają odpowiednik hasco septu. Na szczęście zawsze mamy z Polski ;)
-
2015/06/17 09:51:57
Bożena rozumie doskonale, ale z niej taki typ akurat inny trochę. Koleżanki też się dziwiły, że tak "luzacko" temat traktuje ;) A to nie luzacko, ale z dużym spokojem po prostu.
A nawet Bożena miała plan porodu domowego wonczas :) Połozna jej przywiozła dwie wielkie torby akcesoriów niezbędnych i tak stały miesiąc w pokoju. Niestety na koniec okazało się, że i tak do szpitala trzeba jechać, bo połozna w terenie ... tego pakistańskiego taksówkarza, co to się wymądrzał, bo sam ma już piątkę dzieci, to Bożena do śmierci zapamięta, tak ją wkurzał. Nie ma chyba nic gorszego niż powiedzieć rodzącej kobiecie, że ON wie lepiej ;))))
Problem z Bryt. tez jest taki, ze jak widzisz - mają lek. Ale jak nie wywalczysz zębami, pazurami i pancerfaustem, to nie dostaniesz. Koleżanka Bożeny za każdym razem tak przedstawiała objawy, tak sugestywnie opowiadała o stanie przedagonalnym siebie lub rodziny, że dopychała się do tych leków i szeregów badań, wykonywanych od ręki. Ale to też trzeba mieć zapędy.
-
2015/06/18 12:30:41
No właśnie trzeba tu koloryzować i dokładać, też trochę tak robię. Lekarzy mają, tylko czasem jestem przerażona ich zasobem wiedzy, a w zasadzie brakami w niej. Ja lekarzem nie jestem, daleko mi do samodzielnego stawiania diagnoz, ale jak już z czymś chodziłam przez lata do polskich specjalistów, to coś tam o uszy mi się obiło, a tutaj słyszę "my w Anglii tak nie robimy/jestem lekarzem od ponad 20 lat i w życiu o czymś takim nie słyszałem" itp.
-
2015/06/20 21:13:02
Ech, jak to mówią najlepiej być zdrowym i bogatym ...

Moja strona