Kto rządzi w naszym cyrku?
sobota, 30 listopada 2013

     Zostałam wywołana do tablicy przez dwie blogerki (Arwen i Magduśkę), więc zgodnie z obiegnicą, pora się obnażyć. Zabawa polega na zdradzeniu 7 tajemnic i wytypowaniu kolejnych szczęśliwców. Zaczęłam się zastanawiać i ciekawostek, których o mnie nie wiecie byłoby sporo, ale zasady, to zasady, będzie 7 ;)

1. Mając 7 lat rozciągnęłam się do szpagatu, robiłam tak męski jak i damski. Ćwiczyłam sama, w domu. Oczywiście dziś pozostały po tym tylko wspomnienia, tak po szpagacie, jak i po wytrwałości w postanowieniach :P 

2. Jak już przy sporcie jesteśmy, w podstawówce, ponad 2 lata grałam w piłkę ręczną, nawet w pierwszym składzie (na skrzydle). Dobrze też szło mi w kosza, dziewczyny z klasy typowały mnie jako jedną z dwóch najlepszych zawodniczek, pomimo, że byłam najniższa.

3. W zasadzie dopiero na studiach ludzie zaczęli się zwracać do mnie po imieniu, w podstawówce znana byłam jako Pchełka (najdłużej ze wszystkich w klasie musiałam skakać przy ścieraniu tablicy), w liceum natomiast przylgnęło do mnie Kropka, nawet rodzice/dziadkowie koleżanek nie zawsze wiedzieli jak Kropka ma na imię? Nie wspomnię o Starszym Bracie, który co rusz częstował mnie nową ksywą...żadna nie nadaje sie do upubliczniania, szczególnie z wyjaśnieniami ;)

4. Potrafię liczyć do 10 w 5 językach, w tym po japońsku i koreańsku (zamiłowanie Starszego Brata do wschodnich sztuk walki).

5. Studiowałam mało prestiżowy kierunek - filozofię. Choć wybór był dość przypadkowy, nigdy nie żałowałam. A znajomi po ekonomii, finansach i bankowości, przestali się nabijać, kiedy tuż po studiach wylądowaliśmy na równożędnych stanowiskach w ich branży. Można? Można.

6. Na studiach uwielbiałam techno, chętnie też słuchałam hip hopu, elektro i...muzyki etnicznej, a najbardziej znienawidzonym zespołem był Myslowitz ;P

7. Jestem genetycznie obciążona spóźnialstwem. Serio, to jest zapisane w moim DNA i nie sposób z tym walczyć (z babaki prababki). Najbardziej zestresowałam się jadąc na egzaminy wstępne do liceum, kiedy w autobusie, głos z radia powiedział "właśnie rozdano pytania przyszłym licealistom" - to było pierwszego dnia, drugiego już mnie to nie ruszyło ;) Niejednokrotnie mówiono mi, żebym wstawała wcześniej, nastawiała sobie budzik itd. Nie mówcie tak, to naprawdę nie działa! Choćby mi nie wiem jak zależało, zawsze wydarzy się coś, co mnie wstrzyma lub czas przeleci między palcami niezauważony. Bliskie mi osoby pogodziły się z tym i po prostu niejednokrotnie bywam oszukiwana, dostając inny "czas zbiórki" niż reszta. 

Teraz powinnam kogoś nominować, poproszę o tajemnice: Multi Lady, Mamę Pietruszki, Elulu.

01:08, kropka306 , Inne
Link Komentarze (7) »
piątek, 22 listopada 2013

     Córze spodobał się klimat jaki tworzą płomienie świec. Prosi, żeby je pozapalać, gasi światło i tańczy. Ostatnio coś jej nagle strzeliło (nigdy już nie dowiemy się co, bo sama twierdzi, że nie ma pojęcia), podeszła do kominka, na którym ustawiłam świeczki, machnęła łapą i nagle laurka, którą dostałam od niej w żłobku na Dzień Matki, pamiątkowa, z odciskiem dłoni, przykryła jedną ze świeczek (płomień na szczęście był głęboko w szklanej oprawie). Rzuciłam się ratować kartkę i resztę domu, krzycząc jednocześnie, że zjara nas i po kiego grzyba w ogóle tam sięgała? Zrozumiała powagę sytuacji dopiero jak mówiąc o potencjalnym pożarze, zaczęłam wymieniać jej zabawki, które mogłyby spłonąć. Wpadła w płacz, ale zrozumiała, że jaj sobie nie robię. Wszedł na to KO, który postanowił zademonstrować działanie ognia. Uspokoiłam już Córę, przestała chlipać, wzięli zapałki, kartkę papieru i poszli do łazienki. Demonstracja odbyła się w wannie. Kartka spłonęła, Córa w ryk! Histeria, bo:

- Cała wanna jest brudna! Czarna jest!!! Ja się już nigdy nie będę kąpać! Buuuuuuu.

No i masz. Ale chyba załapała, że do ognia trzeba mieć dystans. Ja byłam niewiele starsza, kiedy odkryłam jak działają zapałki. Pamiętam, że cichaczem dorwałam pudełko, zamknęłam się w pokoju i szuuu, siarką o draskę... Raz, drugi, trzeci, zanim się udało. To były emocje! Pojawił się płomień...zgasiłam i poszłam zatrzeć ślady. Nie było tu żadnej strasznej historii, ale gdyby mi ta zapałka palucha poparzyła i rzuciłabym ją na dywan? Kiedyś dam Córze wzniecić ogień przy mnie, bo pamiętam jaka to ciekawość była. Póki co jednak, terapią wstrząsową została na jakiś czas wyleczona z ognistej ciekawości.

Tagi: ogień
17:17, kropka306
Link Komentarze (8) »
sobota, 16 listopada 2013

     Za nami ciężki tydzień. Nie miałam czasu, żeby się uaktywniać na blogu (o tym innym razem), a do tego w jednym momencie zbiegły się dwa cienie kobiecości. Migrena i okres jednocześnie, to jawna kpina. Szczęśliwie KO, cały dzień, w którym nastąpiła kumulacja, spędził poza domem. Córa ledwie się uchowała w jednym kawałku, byłam pod wrażeniem swojego opanowania, które zwalczyło kotłowaninę buzujących hormonów oraz bólu rozsadzającego czachę, w obliczu pomysłów i jęków Córy. 


Kiedy rano, usiadłam na podłodze i ogarnęła mnie niemoc, wytłumaczyłam zatroskanemu dziecku, że jestem trochę smutna, bo bardzo boli mnie głowa. W odpowiedzi Córa podeszła blisko, spojrzała mi w oczy, pogłaskała, uśmiechnęła się powoli:

- Nie, Ty nie możesz być smutna. Jesteś szczęśliwa, bo...masz mnie!

No cóż, co racja, to racja. Któregoś dnia pokłóciła się o coś z KO, ten udawał, że jest na nią śmiertelnie obrażony. Córa, po pewnym czasie, jak gdyby nigdy nic, podchodzi do niego i wręcza ciasteczko. KO nie reaguje, patrzy tylko na nią spod byka. Córa uśmiecha się od ucha do ucha, robi słodkie oczy.

- No masz tato! Zjedz sobie!

Wkraczam więc ja:

- Tata chyba się o coś gniewa.

Córa powtarza kilkakrotnie zachętę do poczęstowania się ciastkiem, używając ponownie komunikatu werbalnego, w asyście adekwatnej mowy ciała. KO, choć coraz bardziej rozmiękczony, nadal usiłuje zachować kamienną twarz. Znów więc staram się im pomóc:

- Zobacz, tata jest smutny.

Królowi Ojcu nieznacznie drgnął kącik ust.

- Ha, ha! Nie jest smutny, jest szczęśliwy! Śmieje się przecież!

No to już śmialiśmy się wszyscy.

Tak sobie myślę, fajnie, że nasza Córa ma świadomość tego, co jest najważniejsze. Kiedy widzi na ulicy psa, czy kota, bez właściciela, od razu mówi "ooo, jest smutny, nie ma mamy, ani taty". W ciągu dnia, często przychodzi do mnie "smutna jestem...bo nie mam taty", choć ten każdego wieczoru wraca w końcu z pracy. Co by się nie działo, powinniśmy cieszyć się tym, że mamy siebie. Mądrość Trzylatka bywa powalająca.

Tagi: rodzina
01:10, kropka306 , Inne
Link Komentarze (9) »
sobota, 09 listopada 2013

     Moje dziecko przez 3 lata swojego życia uchowało się bez żadnych kontuzji. W Matkę na szczęście się nie wdała. Raz miała zdarte kolano (dopiero w te wakacje), raz łokieć. Nie liczę drobiazgów w postaci siniaków, czy mniejszych zadrapań. Dziś za to polała się pierwsza krew. W drewnianej konstrukcji ze zjeżdżalnią, skakała sobie Córa radośnie, rączkami podtrzymywała barierkę, tak na wysokości swojej pachy. Nagle zaryła w barierkę brodą, wgryzając się dwoma zębami w dolną wargę. Lało się tak, że już szukałam wybitych zębów. Ofiara całkiem dzielnie zniosła widok krwi. Kiedyś zdarzyło się, że poleciało jej z żyły, po pobraniu...histeria niesamowita, choć miała z 1,5 roku i nie wiem, czy w ogóle wiedziała co to jest? Pierwsze koty za płoty, teraz chodzi z fioletową wargą, ale twierdzi, że ją nie boli i "tak się czasem zdarza". Ano.

 

Wieczorem sobie trochę pogadaliśmy.

C: - Tata jest Twoim Mążem.

KM: - Tata, jesteś moim Mążem i lubisz piwę (dla Córy napój chmielowy jest rodzaju żeńskiego).

KO:-  A mama kim jest?

C: - Żoną.

KO: - I co lubi?

C: - Soczek. Tak jak ja, też lubię soczek.....(szeroki uśmiech, wymowny ruch dnłonią otwartą do góry i pokręcenie główką), ale ja nie mam Męża. No. Nie mam Męża.

KO i KM: [śmiech]

C: - Dlaczego się ze mnie śmiacie?

Później Córa myje zęby stojąc przy umywalce, za jej plecami KM i KO wymieniają się przelotnym "cmok". Czujnemu uchu nic nie umknie, Córa odwraca się:

- Ale wy tak musicie - i otwiera buzię na kształt literki "O"- no tak musicie się całować.

 

środa, 06 listopada 2013

     Patrzę jak moja słodka blondyneczka z uroczymi loczkami bawi się różowym zamkiem z fioletowymi, połyskującymi kopułami. W jednej małej rączce figurka księżniczki, w drugiej uśmiechniętego księcia. Wtedy słyszę:

- Jestem na ciebie zła! Idź do klatki! Och nie! Kopciuszku, proszę, będę grzeczny. Do klatki powiedziałam! Masz karę. Nie pójdziesz na bal!

Jakiś czas później role się odwracają:

- Książę, proszę wypuść mnie z klatki, ja chcę iść na bal!

Cholercia, chyba czytamy innego "Kopciuszka". Z drugiej strony może i dobrze, że ma takie podejście do facetów, krótka piłka.

Przypomniało mi się jak mając 2,5 roku, usiadła w żłobkowej szatni na krzesełku, zdjęła kapciucha z nogi, rzuciła nim kilka metrów za plecy. Na to wbiega chłopiec, a ona:

- Damian, przynieś mojego buta!

poniedziałek, 04 listopada 2013

     Ostatnio Córa pochłania tajniki makijażu. A konkretnie podgląda jak maluję rzęsy i robi efekt tornado w mojej kosmetyczce. Zawsze na koniec mówi "pięęęęęknie wyglądasz", któregoś dnia jednak niezbyt potrzebnie dodała

- Ja już jestem piękna i nie muszę się smarować. Ty musisz.

     Potem dostało się KO;

- Tata leżał na podłodze i nie położył sobie poduszek. Ale on ma taki duży, miękki brzuszek, że nie potrzebuje poduszek.

 

     Z newsów, zrezygnowaliśmy z pieluch na noc (pewnie jak dziś to napisałam, tej nocy łóżko popłynie). W sumie od dawna o tym myślałam, bo każdego ranka wyrzucam suchą pieluchę. Mało to ekonomiczne. Czasem zdarzy się jakiś sik, ale teraz jak wiemy, że pieluchy nie ma, to i Córa chętniej w nocy wstaje na siku i ja mam motywację, żeby ją zwlec na dół. Pierwszego wieczoru przeprowadziliśmy krótką, pouczającą (mnie) rozmowę:

- Pamiętaj, że jak się zlejesz, to będziesz spała w takiej zasiusianej piżamce, na mokrym prześcieradle, pod śmierdzącą kołderką. 

- A potem się obudzę i mnie przebierzesz i wskoczę do łóżka.

- Takiego mokrego?

- Nieee, do twojego.

Cwana bestia. Nie potwierdziłam powyższego, bo jeszcze uzna to za dobry sposób na wbicie się do nas. Staram się jej tłumaczyć, że my mamy łóżko dwuosobowe, a ona wpycha się na trzeciego, bo nie mam nic do tego jak przyjdzie nad ranem i jeszcze się u nas zdrzemnie, ale na dłuższą metę, to spać z nią nie idzie!