Kto rządzi w naszym cyrku?
czwartek, 23 kwietnia 2015

     Kiedy Starsza Córa skończyła 9 miesięcy, po raz pierwszy zetknęła się z ogórkiem kiszonym. To była miłość od pierwszego liźnięcia. Dziecka nie było dobre pół godziny. Po tym czasie biegała na czterech, wciąż dzierżąc wymemłaną skórkę, jako pozostałość po nowym przysmaku. Od tamtej pory długo wolała ogórka od ciastka. Dziś jednak choroba "nie lubię warzyw" sięgnęła zenitu. Córa oświadczyła, że nie lubi ogórka kiszonego! Może biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatniego 1,5 roku przestała lubić wszystkie warzywa poza kapustą kiszoną, ogórkiem konserwowym i zieloną fasolką, nie powinno mnie to dziwić, ale w końcu mówimy o ogórku kiszonym.

- Córa, no co ty?!  To jak my teraz do Polski jedziemy, babcie cię nie poznają. Powiedzą "wyjechała dziewczynka, która wszystko pięknie zjadała, lubiła marchewkę, groszek, kalafiora, brokuły, a teraz nawet ogórka kiszonego nie chce? To nie to dziecko."
- Bo ja nie jestem dzieckiem - odparła spokojnie, machnęła pod stołem nóżką i zapakowała do buzi łyżkę płatków.

***

     Starsza Córa uświadomiła mnie dziś wieczorem, że jak będzie już miała swojego "mąża", to zamieszkają z nami. Młodsza ze swoim mążem również, ona nawet będzie mogła zatrzymać pokój, Starsza poświęci się i zamieszka z wybrankiem w salonie. Będą spać na kanapie, męż w żółto-zielonym śpiworze.
Cóż, jeśli rzecz będzie się działa w Polsce...gdyby podliczyć naszą emeryturę, to fakt, będzie nas stać tylko na mieszkanie w 6 osób.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

     Wzięła sobie Córa Starsza gruszkę. Je. Następnie odnotowuję, że zostało jej jeszcze pół, odwracam się, szast, prast, trzaskają drzwiczki pod kuchennym zlewem.
- Co wyrzuciłaś?
- Gruszkę.
- Przecież jeszcze jej nie zjadłaś!
- No tak, ale już nie miałam ochoty.
Matka więc jak ta zdarta płyta, zarzuciła swoją nawijkę o marnowaniu jedzenia, o tym ile żarcia codziennie z córowego talerza ląduje w śmieciach, o tym jak to Król Ojciec dzielnie pracuje, byśmy miały na ten chleb. I gruszki.
- Córa, codziennie pytasz taty, czy musi iść do pracy, bo ty go kochasz i tęsknisz. Tata też wolałby zostać w domu, ale nie, codziennie wychodzi, całe noce jak ty śpisz, on pracuje, zarabia pieniążki, żebyśmy nie chodzili głodni, a ty w ogóle nie chcesz jeść, wyrzucasz dobre żarcie do śmietnika.
- No to właśnie pytam po co tata do tej pracy w ogóle chodzi?

sobota, 18 kwietnia 2015

     

     U nas lepiej. Lepiej nie mówić. Piątkowa gorączka Starszej Córy okazała się być zwiastunem wiatrówki. Na szczęście przetrwałyśmy. Początki były ciężkie, gorączka, Córa marudna strasznie, dotknąć się nie dawała, musiałam się nieźle nagadać za każdym razem kiedy chciałam posmarować krostki. Ani żartem, zabawą, ani prośbą, ani rozsądnymi argumentami nie było lekko. W międzyczasie Młodsza Córa na swojej dziwnej diecie odchudzającej, wrzeszcząca i uciekająca na widok cycka. W dodatku siostrzyczki jak zwykle zgodne co do nocnych pobudek, mam wrażenie, że albo to fazy księżyca, albo się na mnie namawiają, "ja nie będę spała do 23, potem budzę matkę o 2, przetrzymuję ją do 3, a ty budzisz ją o 3:15, 5 i o 6:30 już zaczynasz wesoło gadać, że się wyspałaś".
Teraz czekamy na krosty u Młodszej.

piątek, 10 kwietnia 2015

     Armagedon. Sztafeta trwa, dziś to Starsza zalegała z gorączką. Młodszą natomiast boli gardło. Ani jeść, ani spać. Dzisiaj wstała o 5 rano. O 6 Matka krążyła z wózkiem wokół bloku, dzięki temu po powrocie zyskała jeszcze godzinkę snu. Nawet jak Młodsza uśnie na rękach, przy najłagodniejszej próbie odłożenia do łóżeczka, włącza się sygnał dźwiękowy. A tak, wtargała KM w gondoli na II piętro, zostawiła w przedpokoju* i jak gdyby nigdy nic wróciła do wyra.
Młodsza organizuje w tej chorobie pobudki co 1-2h, w międzyczasie Starsza potrafi przyjść i na przykład kazać mi grzebać w śmieciach. O 3 w nocy. Coś jej się przyśniło, przyczłapała do mnie z płaczem, bo "zielona książka o zwierzątkach utknęła w śmieciach". Jak się zwlokłam, okazało się, że zdążyła pozapalać światła w całym mieszkaniu, czuły sen Matki najwyraźniej nie jest już tak czuły, kiedy zbyt często go przerywają. Przyznam szczerze, że pomimo nieludzkiej pory, dokonałam szybkiego rachunku sumienia, co tam może być w tych śmieciach, czego widok mógł wywołać u niej płacz? Pod osłoną nocy KM musi się przecież czasem pozbyć nadmiaru badziewia z gazetek, kinder niespodzianek, czy mniej wartych pamięci dzieł artystycznych, które Starsza tworzy na metry.

Starsza więc miała dziś bajeczny dzień - obejrzała multum bajek. Niestety nie byłam w stanie znaleźć wspólnego klucza do jej gorączki, marudzącej Młodszej, ugotowania obiadu oraz zmieniania i prania obesranej przez Młodszą pościeli w królewskim łożu. 

Po kilku odcinkach Dory, usłyszałam:

- Mamo, a u Dory nie wiedzą, że 3 i 3 to 6.
- Dlaczego uważasz, że nie wiedzą?
- Bo muszą policzyć.

Jeszcze kilka dni i nocy z chorującymi dziećmi, a Królowa Matka też będzie musiała policzyć.

* W sypialni przestrzeń mamy tak rozplanowaną, że co najwyżej zapałkę można by dostawić.

niedziela, 05 kwietnia 2015

     Jakem potężna jednostka decyzyjna, "Mam tę moc, mam tę moc". Królowa Elsa mogła sprowadzić zimę, Królowa Matka może odwołać Wielkanoc. Poza mocą mam pękającą głowę, kaszel i gorączkę. Porządki odpadły w przedbiegach. Świąteczne potrawy? Nie ma szans, żebym stała przy garach dłużej niż wymaga tego nakarmienie rodziny składającej się z niemowlęcia na maminym mleku, Starszej, która jak już wspomniałam poprzednio, najada się patrząc, mnie, z obolałym gardłem i żołądkiem wypełnionym herbatkami oraz Króla Ojca. On sam natomiast w kuchni to od dawna robi jedynie kawę. Kanapki jeszcze. A nie! W lipcu żurek ugotował. Może przełożymy Wielkanoc na lipiec?

Święconka odfajkowana, Córa była bardzo niepocieszona, że w tym roku nie robiłyśmy ludzików z jajek, ale powiedziała, że mi wybaczy. Niestety, za wczorajszy sukces, kiedy to przez większość dnia wstrząsały mną dreszcze, uważam, że były najedzone, czyste i żywe. Nie myślałam o gotowaniu, czy tym bardziej strojeniu jajek.
Tegoroczny koszyczek lepszy niż w ubiegłym roku. Może nie top trendy i w ogóle stylish, ale wstydu nie przyniósł. Tylko ten zając... Coś mu dziwnie uszu ubyło, jeszcze zanim trafił do koszyka... Misternie zapakowany wyglądał tak, że zaczęłam się zastanawiać, czy takiego nie kupiłam? Skryty zającożerca najpierw udawał niewiniątko, ale w końcu się przyznał. A myślałam, że ona nie jest łasa na słodycze. Z racji jej podejścia do jedzenia, słodkości są u nas po zjedzonym obiedzie. Także ona praktycznie słodyczy nie jada i kiedy kusimy ciasteczkiem, czekoladką, zdaje się mieć to głęboko.

No, poza święconką, to obrus biały wyjęłam. Tym razem na dobre święta, jajka ma wytłoczone, koszyczek. Trzy miesiące temu byłam przekonana, że mamy obrus bożonarodzeniowy, ale kto by się tam czepiał szczegółów?

Zrobiłam też zakwas na barszcz. Prawdopodobnie jednak jutro będzie jeszcze za wcześnie, żeby go użyć... Oczywiście zabrałam się na ostatnią chwilę.

Także jak widać, ta Wielkanoc naprawdę nie w porę w tym roku. Na najbliższe Boże Narodzenie już się ogarnę. Może tylko z wielkimi porządkami poczekam jeszcze kilka lat? Teraz jak Młodsza malutka, nie mam czasu, a jak podrośnie, strach się bać, skoro widzę jak jedna jest w stanie ekspresowo zniweczyć moje starania.

Świątecznych Świąt życzę wszystkim, których ma moc nie sięgnie!

 

 

00:11, kropka306 , Inne
Link Komentarze (6) »
czwartek, 02 kwietnia 2015


     Ho, ho! A gdzieś Ty Matko była? Zagubiła się Matka nieco w czasoprzestrzeni. Niby tu, a myślami ostatnio gdzieś indziej, niby jest, a jednak jej nie ma. Takie to przewrotne babsko.

Brak czasu to taka choroba matek, którą o ironio! leczy czas. Ja zatem jeszcze dłuuugo na wyzdrowienie poczekam. Aktualnie symptomy są mocno nasilone.
Z dumą mogę oświadczyć, że córki zazwyczaj w okolicy godziny 21* śpią, czyste i względnie najedzone**. Kiedy  to następuje, pozostaje mi sprzątanie kuchni, zabawek, wieszanie/składanie prania, kolacja jeśli mam ochotę zjeść bez konieczności trzymania Młodszej na kolanach, tudzież śpiewania jej, względnie tańczenia. No, a wieczorny czas posiadówy przy kompie zastąpiła ostatnio aktywność fizyczna.

Matka spojrzała w lustro, potem w kalendarz, jeszcze raz w lustro, na dziatwę swoją i doszła do wniosku, że wszystko zaczyna się układać w jedną całość, powiedzmy sobie, mało zbitą całość. Zakasała rękawy i zabrała się do działania. Nie skończyło się nawet na samym polubieniu na facebooku stron motywujących, promujących zdjęcia gołych brzuchów, pośladów i talerzy pełnych liści. Także teraz wieczory spędzam z wysportowanymi paniami i panami, na monitorze komputera. Tak pomiędzy przepakowywaniem zmywarki, a prasowaniem bodziaków.

     Córy w międzyczasie podrosły. Najbardziej widać po Młodszej. Bulgocze, gada, śpiewa, opowiada, ciućka swoje stopy, trenuje wygibasy, czasem obroty i uwielbia się chichrać. Kolejna śmieszka nam rośnie, po mamusi, a jak! Starsza natomiast jest dla niej najzabawniejszym człowiekiem na świecie, co by nie zrobiła, czego nie powiedziała, Młodsza od razu rozdziawia buzię jak Kermit. Bawią ją nawet wymyślane na poczekaniu dowcipy o kupie i siku, bo oczywiście dla 4-latka jakakolwiek wypowiedź zawierająca któreś z tych słów, jest przezabawna. Jedna więc Córa ma swoją wierną fankę, druga idolkę, szczęśliwe siostry. Przynajmniej do czasu, jak Młodsza nie zapragnie zostać idolką.

 

* Pierwsze dni po zmianie czasu się nie liczą, co?

** Ciężko mi ręczyć za Starszą, bo ona dziwnie je, posiedzi przy talerzu, popatrzy i nagle oświadcza, że już się najadła.

 

00:44, kropka306 , Inne
Link Komentarze (5) »