Kto rządzi w naszym cyrku?
sobota, 28 czerwca 2014
     
     Coś mnie ostatnio tknęło i pomyślałam o mazakach dla Córy... Kiedyś już miała z nimi przygodę, która to skończyła się równie nagle, co się zaczęła. Pomalowała tapetę u siebie w pokoju. Tym razem oświadczyła, że jest już duża, nie będzie malować ani po ścianach, ani po meblach. Głosy mówiły mi "nie rób tego...nieee  róóób teeegooo", ale że zawsze mi powtarzano, żebym nie słuchała głosów w głowie, kupiłam zestaw pięknych, kolorowych mazaków. 
     Już pierwszego dnia przypadkiem pomalowały się ręce. Co rusz się gdzieś dotknęła, byłam wyrozumiała, najważniejsze, nie ograniczać dziecięcej twórczości. Aż w końcu w swej nieograniczoności, wymalowała sobie szaro-czarne tatuaże na całej ręce i nogach. Tylko prawej ręki nie umiała sięgnąć. Do tego malunek na sukience... Zgodnie z obietnicą, ściany i meble nienaruszone. 
00:15, kropka306 , Inne
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 czerwca 2014

     

     Czym jest stereotyp modelowej rodziny? To zakorzenione gdzieś głęboko 2+2, w tym rodzice (obojga płci) i dzieci-parka. Każda kobieta marzy o córce, każdy mężczyzna o synu. Toż to aksjomat, oczywisty jak fakt, że śliwek nie popija się mlekiem! Owo przekonanie siedzi w ludziach tak głęboko, że tłumaczenie "ja jestem inny", nie trafia, "na pewno tylko tak mówi". Żle jeśli małżeństwo nie ma dzieci, źle jeśli ma jedno, jeszcze gorzej kiedy powoła na świat troje, czy czworo, a kiedy ma nie do pary, to koniecznie, trzeba biedaków jakoś wesprzeć na duchu. 

     W piątek dowiedzieliśmy się, że Pestka pozostanie Pestką. Królowa Matka pierwszy raz chyba wykazała się sprawną intuicją. Albo to po prostu taki przypadek, bo nie mogła sobie wyobrazić siebie w roli matki chłopca. Będzie więc druga Księżniczka. Córa już przyjęła do wiadomości, że dziecka nie można nazwać Kopciuszek. Anglicy nie poradziliby sobie z "ci, sz"!
Wiem z doświadczenia, że płeć, podobnie jak i różnica wieku, nie mają większego znaczenia, więź i nić porozumienia między rodzeństwem, to coś, na co te czynniki nie mają wpływu. Cieszę się jednak, że Córa będzie miała siostrę, więcej wspólnych tematów, zabaw, kolejne pupsko w kolejce do maminych ciuchów...

     Co mnie uderzyło w odbiorze wiadomości przez otoczenie? Reakcje, z którymi się spotykam: no, hmm...najważniejsze, żeby było zdrowe. Dziewczynki też są fajne. Wiesz, do trzech razy sztuka. A może pomylili się na tym USG?

Kuźwa, czy ludzie uważają, że jesteśmy teraz smutni, podłamani, zawiedzeni? Staraliśmy się o dziecko, człowieka, którego brakuje w naszej rodzinie. Nie zakładaliśmy, że będzie wysokim blondynem o ciemnej karnacji i szafirowych oczach, a jego szarmancki uśmiech powali na kolana każdą niewiastę, która tylko raczy na niego spojrzeć. 
Radość z poznanej tajemnicy skrywanej w moim wnętrzu pryska, kiedy słyszę takie durne komentarze. 

 

 

00:43, kropka306 , Ciąża
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 czerwca 2014

     Jak już wcześniej wspominałam, niemal od początku ciąży mam problemy z żylakami. Z Córą też miałam, ale to był pikuś. Teraz autentycznie jest...kolorowo.
Ponieważ nawet u nas zaczęły się upały, zakupiłam sobie strój idealny na moją aktualną figurę, tuszuje wszelkie niedoskonałości - zakrywa mnie całą. Worek w ładne, kolorowe wzory, od cyca, po samą ziemię. Z racji moich gabarytów sukienka po przymierzeniu okazała się być sukienką z trenem. Złapałam więc nożyczki, chwyciłam kilka centymetrów materiału i ciach, ciach... Nagle słyszę:

- Mamo! Co ty robisz?!!! 

Podnoszę wzrok zdziwiona, zastanawiam się chwilę, czy tnę dobrą sukienkę i czy z dobrej strony (tak, nie ufam sobie w obecnym stanie)?

- Chcesz, żeby wszyscy zobaczyli twoją fioletową nogę?!

Nie wiem, czy dba o dobro ogółu, czy o to, żeby Matka się nie wygłupiła? Ciekawe, czy jak już będę mogła założyć krótkie spodenki usłyszę, "ale weź, schowaj ten cellulit"?

19:14, kropka306 , Inne
Link Komentarze (1) »
środa, 18 czerwca 2014

     

     Córa jako dziecko, które mogłoby się żywić powietrzem, zapałała ostatnio dziwną miłością do chleba ze smalcem. Zażyczyła sobie dziś taką kanapkę, zrobiłam jej jedną ze smalcem, drugą z szynką i poszłam sobie myć głowę. Zdążyłam zamoczyć włosy, Córa wpadła do łazienki z okrzykiem - siusiu! 
Wróciwszy do stołu wrzeszczy:

- Kto zeżarł moją kanapkę ze smalcem?!

Cóż, biorąc pod uwagę, że w domu byłyśmy tylko my, a ja nadal wisiałam z głową nad wanną, pytanie było dosyć retoryczne. Zasiadła więc do drugiej kanapki i siedzi...
Kilka minut później, zachęcona fantastyczną reklamą, również wzięłam sobie kromkę chleba posmarowałam smalcem i dołączyłam do Córy. Ta wpatruje się we mnie z uwagą, uśmiecha (szynka nietknięta), po czym słodko pyta:

- Mamo, mogę się podzielić z Tobą? Twoją kanapką.

Jakby ktoś wygrał w totka, naprawdę z przyjemnością się z nim podzielę. 

wtorek, 17 czerwca 2014

 

     Moglibyśmy wypożyczać Córę do porannych pobudek. Skuteczność 100%. Wpada do naszej sypialni, z całej siły potrząsa delikwentem, bądź też wskakuje na niego i wrzeszczy:

- Oooooobuuuudź sięęęę!!! Już czas wstawaaaaać!! No wstawaaaaj!! Otwórz oczy! Jest piękny dzień, świeci słonko - nawet jeśli za oknem leje jak z cebra i trzaskają pioruny. - Wstawaj! Juuuż! No, jużjużjużjużjuuuuż! 

Powyższy monolog, wraz z potrząsaniem tudzież podskakiwaniem, powtarzany jest do czasu aż budzony uświadamia sobie, że absolutnie, wcale już nie ma ochoty spać. 

 

     Dziś traf chciał, że KO szedł do pracy nieco później. Ależ się ucieszył, że będzie mógł obudzić Córę do przedszkola! Ponieważ KM wie jak ten mały osobnik wstaje z rana, uprzedziła, żeby lepiej nie robić tego zbyt gwałtownie. KO zaczął delikatnie, po czym nie mogąc się powstrzymać: 

- Wstawaaaaj, jest piękne słonko, pobudka! No wstaaawaaaaj.

Odsłonił okno i zaiste piękne słonko wylało się na Córowe łóżko. Złośnica zaczęła się wykrzywiać, wyginać, w końcu krzyczeć:

- Zamknijcie okno! No zamknijcie to okno!! I uciekajcie! WSZYSCY uciekajcie!

Dziś podjęliśmy edukację Córy w kontekście powiedzenia "nie rób drugiemu co tobie niemiłe". 


    

sobota, 14 czerwca 2014

     Córa, jak to miewa w zwyczaju, nagle od czapy zadaje mi pytanie:

- A jak wiedźma uwięziła Roszpunkę? Przecież ta wieża nie miała żadnych drzwi, a Roszpunka nie miała jeszcze długich włosów.

- Hmm...nie wiem, może wleciała z nią przez okno na miotle?

- Niee, ta wiedźma nie miała miotły.

No i znowu Matka poległa. Przerabialiśmy w szkole Pinokia, Karolcię, ale Roszpunki nie było. Córa przeprowadziła własny wywód myślowy, w efekcie którego stwierdziła:

- Wleciała z nią na lotni. Tak! Na pewno wleciały na lotni!

Matkę czuć zgredem, w dzisiejszych wersjach bajek, miotła to już przeżytek.

00:37, kropka306 , Inne
Link Komentarze (4) »
środa, 11 czerwca 2014

     

     Nadeszła długo wyczekiwana chwila, nabyliśmy własny środek transportu. Królowa Matka upociła się więc w ciągu minionego weekendu nieziemsko. Bynajmniej nie było to efektem temperatury powietrza, ta maksymalnie osiągała 20 stopni, ale Matka spędziła troszkę stresujących chwil za kierownicą...po prawej stronie. 
W pierwszej chwili, po przyjeździe do UK, czułam się jak Alicja w krainie czarów. W ruchu ulicznym wszystko było nie tak. Gdybym wtedy miała wsiąść i prowadzić samochód, szybko skończyłoby się dzwonem. Po roku mieszkania tutaj na pewno jest mi łatwiej. Już coraz częściej wiem w którą stronę oglądać się przy przechodzeniu przez jezdnię!

Wydawało mi się, że najtrudniejszą rzeczą będzie trzymać się tej lewej strony. Wszyscy jednak pocieszali mnie, że szybko się przestawię, zaczęłam więc wierzyć, że to nie będzie takie trudne. A guzik! Lewa strona to faktycznie pikuś, ale do tego dochodzi wiele innych kwestii, których nie przewidziałam.

  
     Wrażenia z pierwszego dnia za kierownicą:
- Wsiadam do samochodu z zamiarem prowadzenia go, odruchowo więc sięgam po pas prawą ręką za lewe ramię...pudło.
- Notorycznie chcąc zmienić bieg walę prawą ręką w drzwi. Redukcja biegu przy dojeździe do skrzyżowania przeważnie kończy się fiaskiem, zanim zdążę znaleźć dźwignię i wrzucić dwójkę, już dawno stoję.
- Kiedy potrzebuję, nigdy nie mam lusterka wstecznego. Chcąc szybko w nie zerknąć, unoszę jak zwykle wzrok na godzinę 1, lusterka brak. 
- KO siedząc po stronie pasażera, co chwilę wykrzykuje "zjedź do prawej!". Nie rozumiałam dlaczego polscy kierowcy, którzy przestawili się na tutejsze warunki, zawsze mówili coś o jeżdżeniu po krawężnikach. Teraz mi się rozjaśniło. Człowiek przyzwyczaja się, że jak już czasem jedzie tym lewym pasem, siedzi tyłkiem przy krawężniku. Inna sprawa, że KO to mi płacze jak mam jeszcze pół metra do krawężnika, a prawą nogą robi dziurę w podłodze kiedy dojeżdżamy do świateł. Ale w Polsce miał to samo, takie schorzenie, myśli, że jak on nie ma kontroli nad pojazdem, to już nikt jej nie ma. Zawsze jego pomysł na to jak zaparkować, czy wyjechać z ciasnego miejsca, jest lepszy. Kiedy nie robię tego tak jak on sobie obmyślił w głowie, to nawet jeśli jest sprawnie, jest źle. Sam natomiast usechłby gdyby posłuchał mojej rady, a przydałoby mu się na przykład kiedy parkuje równolegle.
- Tubylcy parkują samochody gdzie popadnie. To nie kwestia samowolki, po prostu nie ma zakazów, a co nie jest zakazane, wiadomo, że jest dozwolone. Rzędy aut stoją tak na ruchliwych ulicach, jak i na tych mniejszych, gdzie trzeba się potem przepuszczać z tymi z naprzeciwka. I nie to, że jedno koło na chodniku, jak się zatrzyma tak stoi. Raz, że widoczność żadna, kiedy skręca się w taką ulicę, a dwa, patrz punkt powyżej, mam nadzieję, że nie będę kolekcjonować urwanych lusterek. 
- Na autostradzie zastanawiałam się dlaczego wszyscy tną tym lewym pasem? Co za brak wychowania.
- Sygnalizatory świetlne to nie coś, co wali mi po oczach i dynda nad moją głową, lecz czasem niepozorne słupki z niezbyt widocznym światełkiem, które stojąc w dużym mieście, w gąszczu znaków drogowych nie robią wystarczającego wrażenia.
- Mają tu trochę dziwnych zasad, skrzyżowań, rond, albo nie, ronda dostaną osobny punkt, a znaków drogowych należy wypatrywać znów nie po tej stronie co zwykle. 
- Ronda. W ciągu dwóch dni, przejechałam przez kilkadziesiąt, a nie jeździłam 24h. Raz rondo to kawał lasu, niekoniecznie w kształcie koła, przez który nie widać żadnego zjazdu, tylko ściana drzew. Innym razem, to kleks białej farby na skrzyżowaniu. Do tego sporo bałwanków, gdzie z jednego ronda wjeżdża się na drugie. 
- Piesi nie czekają na zielone światło i nie są to tylko bandy przebiegających łobuzów, ale również inwalidzi na wózkach, czy babcie z balkonikiem. Nikt nie może się czuć gorszy, każdy ma czasem ochotę zaszaleć.
- Cieszę się, że kierowcy względnie przestrzegają tu ograniczeń prędkości, nikt nie stukał się w czoło i nie walił mi za dupą długimi, bo jechałam sobie tych 30 mil/h.

     To była sobota. W niedzielę zrobiłam trochę więcej kilometrów i wylanego potu było znacznie mniej. Dobrze, że KO mnie tak na dzień dobry przetyrał. Od poniedziałku jeżdżę już sama. Idzie mi nawet lepiej niż z nim, bo jego bez przerwy pytałam "i co teraz?", a tak muszę się sama orientować, myśleć, patrzeć na znaki. Ofiar brak. Tylko nadal skręcając w prawo powtarzam sobie "na tamtą stronę jezdni, na tamtą stronę jezdni....". 

 



http://blogroku.pl/2014/kategorie/-km-jelsdzi-po-drugiej-stronie-lustra,cmg,tekst.html

sobota, 07 czerwca 2014

     

     Przy wczorajszym śniadaniu weszłyśmy jakoś na temat przyszłości. 

- Córa, istnieją różne rodzaje zawodów. Na przykład strażak, który gasi pożary, piekarz piecze chlebek, listonosz roznosi listy, lekarz leczy ludzi, weterynarz leczy zwierzęta, pilot lata samolotem, pani w sklepie sprzedaje towary...itd. A Ty kim będziesz jak dorośniesz?

- Ja bym chciała obcinać drzewa.

- ??

- No, jak będziemy mieli ogród i taki, ten taki płot z liściami, to ja bym go tak ucinała, żeby był pięęękny.

Uff, czyli jednak ogrodniczka, nie drwal.

 

P.S. KO w ramach praw autorskich domaga się zaznaczenia, że to on wykonał zdjęcie lasu. Zaznaczam więc. 

     

 

piątek, 06 czerwca 2014

     

     Córa jest wszechstronna, interesuje się zagadnieniami z wielu dziedzin i coraz bardziej pragnie zgłębiać swoją wiedzę. Czasem mnie rozbraja, siadam na kanapie, mówię żeby wybrała sobie jakąś bajkę, jestem otwarta na propozycje, przeczytam wszystko cokolwiek zechce, choćby to miał być po raz 68 w tym tygodniu Kopciuszek, bądź też cała Trylogia. A ona przynosi Encyklopedię zwierząt, albo Atlas geograficzny dla dzieci. Kupiliśmy jej ostatnio globus, bo ten atlas to jeszcze w spadku po Królu Ojcu, RFN, NRD i inne tego typu ciekawostki, a nauka tego ludzkiego egzemplarza w las nie idzie. Córa raz dwa złapała, że jest Ziemia, a poza nią inne planety (oczywiście również kosmici, bo Myszka Miki miał kosmitę i Dora też zna kosmitów...). Pokaże Polskę, Anglię, gdzie żyją pingwiny, kangury, skąd pochodzi Dora i Diego, a skąd Doktor Dośka.

     Któregoś dnia Córa zadała mi pytanie na ulicy. Ponieważ nie uzyskała satysfakcjonującej odpowiedzi, nie odpuściła. Kilka godzin później, kiedy wróciłyśmy do domu, przyszła i kazała sprawdzić mi w necie, a jak KO wrócił z pracy, on również został potraktowany zagadką.

Pytanie brzmiało "Jak i jakie siusiu robi motylek?" 

Okazuje się to nie takie oczywiste, bowiem w Wikipedii (bardziej fachowych źródeł nawet nie próbuję tknąć) czytamy: Narządem wydalniczym owadów są cewki Malpighiego, wydalają kwas moczowy w postaci kryształków. Ich ilość świadczy o poziomie metabolizmu.

Jest to więc kryształowe siusiu, a cewki?

Cewki Malpighiego to zamknięte od strony jamy ciała kanaliki, uchodzące do przewodu pokarmowego, zwykle na granicy pomiędzy jelitem środkowym, a jelitem tylnym.

Nie jest źle, znając ją mogła jeszcze spytać jak to wszystko powiedzieć po angielsku?!

 

00:31, kropka306 , Inne
Link Komentarze (3) »