Kto rządzi w naszym cyrku?
wtorek, 29 lipca 2014

     

     Królowa Matka była w piątek na wizycie u położnej. Muszę wrzucić osobną notkę o prowadzeniu ciąży w UK, ale dużo pisania, choć w zasadzie...nie ma o czym.
Absurd goni absurd, a ciąża prowadzi się sama. W piątek zatem, pani położna, uśmiechnięta, uprzejma, a jakże, zmierzyła mi ciśnienie, 90/60, uznała, że jest "bardzo dobre", pomacała brzuch, sprawdziła tętno Pestki i to już.
Kiedy poskarżyłam się, że czasem coś mnie kłuje w brzuchu, że dosyć często twardnieje, nawet nie spytała jak często, stwierdziła, że mam pić dużo wody. Kiedy poprosiłam, żeby poradziła mi jaki magnez kupić, bo mnie łapią straszne skurcze nóg w nocy, usłyszałam, że żaden magnez, przed snem powinnam sobie poruszać nóżkami i będzie elegancko. No i standardowo: "Ojej, jakie żylaki! Pewnie bolą? Niestety, żadnego żelu nie mogę przepisać, łykaj paracetamol".

Narzekam, że mało wizyt jest w ciąży, ale po każdej z nich, dochodzę do wniosku, że jak na to, co z nich wynoszę, to aż nadto. Szczególnie, że powyższy przypadek, to nie podejście jednej, niekompetentnej położnej, tak mniej więcej funkcjonuje tutejsza służba zdrowia.

 

00:31, kropka306 , Ciąża
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 lipca 2014

     Królowa Matka zestarzała się w ciągu ostatnich miesięcy o dobrych 30 lat. Ciężko już się zrobiło, fioletowa noga dokucza bardzo (bez swoich sexi przeciwżylakowych pończoszek mogę nie wstawać z łóżka), do tego upały... Może nie powyżej 30o ale u nas też bardzo gorąco się zrobiło i duszno. Matka po 30 min. poza domem sapie i okrutnie marudzi, że ją nogi bolą, że pić się chce, jeść, sikać, usiąść. Nie ma siły biegać z Córą za piłką, czy po placu zabaw od huśtawki do karuzeli, a pierworodna przyzwyczajona, że Matka czynnie uczestniczy w zabawach, zjeżdża (jeśli zjeżdżalnia wystarczająco szeroka), kręci się i huśta.
Teraz nawet schylić się nie może, czy zgarbić. Pestka do tego naprawdę aktywna kobieta, zasiada w dokładnie tym samym kąciku co kiedyś Córa, tylko bardziej uwiera w żebra, aż Matka musi czasem przybierać pozę Quasimodo przekrzywiając się na lewą stronę. Córa bawi się ostatnio z siostrą, głaszcze brzuch i patrzy jak ten potem w tym miejscu podskakuje, albo szybko przystawia ucho, czekając na kopniaka.

Z racji mojego samopoczucia, pod wpływem pewnych refleksji, pragnę oddać wielki hołd matkom, które chodzą/chodziły w ciąży mając w domu niemowlę. Niemowlakowi nie można powiedzieć "zaraz, później, sama się ubierz, weź sobie kiełbasę z lodówki".

Jeszcze około 103 dni... Potem będzie gorzej, ale przynajmniej będę się mieścić we własnym ciele.

 


23:30, kropka306 , Ciąża
Link Komentarze (7) »
piątek, 18 lipca 2014

- Mamo, gdzie byłaś, gdzie byłaś??

- W śmietniku.

- A co nam przyniosiłaś?!

czwartek, 17 lipca 2014

     

     Przyjechał do nas wujek Córy. Ta, zachwycona nowym towarzyszem zabaw nie daje mu chwili wytchnienia. Na przykład, bierze wielką piłkę gimnastyczną Matki:

- Ty siedź i się nie ruszaj, a ja będę w ciebie rzucać piłką. To taka gra będzie.

Kolejna propozycja:

- Ty stój, a ja będę Cię kopać w nogi.

I pomyśleć, że każdy, kto z nami nie mieszka mówi, że to istny anioł.

wtorek, 15 lipca 2014

KM łapie się za największy nóż, z dołu odzywa się głos:

- Tylko uważaj na paluchy, żebyś sobie nie przycięła moja panno!

 

Matka niesie niemal pusty, choć duży kosz na bieliznę:

- Mamoo!! Co ty robisz?! Przecież nie możesz dźwigać!

 

Matka jak to ona ze swoją orientacją w terenie, a w zasadzie jej brakiem, konsultuje przez telefon z KO którędy ma jechać, by dotrzeć do domu, względnie bez dodatkowych kilometrów? Córa siedzi cicho z tyłu. Ruszamy, przed nami pierwsze światła:

- W lewo, skręcaj w lewo!

I dobrze mówiła.

 

Na wieczór Córa zażyczyła sobie kakao. Matka akurat coś robiła, powiedziała, że kakao będzie za chwilę (jakaż to wspaniała miara czasu). Córa udając, że nie słyszy, oznajmiła, że pomoże, złapała pod pachę swoje krzesełko i podążając w kierunku kuchni, rzuciła:

- Mama! No do roboty!

Ona chyba jednak będzie z zawodu tym Dyrektorem. 

11:50, kropka306 , Inne
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 lipca 2014

     

     Smaruję Córze kanapkę ketchupem. Cieniutką warstwę dla smaku, do tej pory nie używała z racji alergii na pomidory. Od dawna mam plan sprawdzić, czy alergia nie minęła, ale ona wykręca się na sam widok pomidora. Ketchup jednak zażyczyła sobie sama, bo skończył się majonez. Autentycznie się skończył, tak sam z siebie, ostatnio zazwyczaj kończył się drastycznie, na kafelkach w kuchni...ciążowe hormony.

- Córa, a Ty wiesz z czego się robi ketchup?

- Wieeem, z pomidorów. A wiesz z czego się robi majonez??

- No ja wiem, a Ty mały cwaniaku?

- Z jajków!

- Skąd wiesz?!

- Bo na rysunku jest jajko.

Mówiłam, że cwaniak. Akurat dobrze, że nie kupujemy ostatnio majonezu Motyla.

 

Piękna pogoda, słońce na zewnątrz praży, my jemy późne śniadanie.

- Mamo, mogę zapalić lampę?

- A po co? Przecież jest dzień, wszystko doskonale widać.

- Ale ja nie widzę! Bo ja mam brązowe oczy.

11:23, kropka306 , Inne
Link Komentarze (3) »