Kto rządzi w naszym cyrku?
piątek, 31 lipca 2015

     Córa Starsza jest wyznawczynią porządku akademickiego.
- Ej, nie sądzisz, że przesadziłaś z bałaganem w swoim pokoju?
- Ale mamo, można przecież przejść od drzwi do okna. Zobacz, tędy...tu...tu musisz postawić stopę, tu przeskoczyć i o! Już jesteś.
Tydzień czasu może nie obejrzeć ani jednej bajki kiedy powiem, że włączę dopiero jak posprząta. Uparte zwierzę.

Któregoś dnia, wzięłam do ręki telefon i zaczęłam upamiętniać widok w chlewie. Ot tak, dla potomności, albo dla tych, którzy nie będą chcieli wierzyć, że na świętą to ona tylko wygląda. Córa podbiegła do mnie:
- Ale nie wysyłaj tego zdjęcia nikomu!
Któż by nie skorzystał z takiej podpowiedzi szantażu? Zaczęły się negocjacje, które niestety i tak spełzły na niczym. Córa miała inny plan:
- Skasuj to zdjęcie, a jutro je wyślesz.
- No jak? Przecież jak skasuję, to nie będę mogła wysłać.
- O to mi właśnie chodziło.

 

piątek, 24 lipca 2015

     Starsza Córa ma dziś w przedszkolu zakończenie roku. Wczoraj wypisywała kartki pożegnalne. Taką zrobiła dla swojego ulubionego pana przedszkolanka:

"Dla najzabawniejszego, śmierdzącego Stevena". Przy czym, "najzabawniejszego" dodała z mojej inicjatywy... Strach pomyśleć co by napisała dla kogoś, kogo nie lubi?


Kazali im się dzisiaj poprzebierać, wystylizowała się więc na wróżkę i powiedziała, że przemieni Stevena w kupę.
A niech ma chłopak, w zeszłym tygodniu Córa opowiadała, że jako piratka, tłukła go swoim mieczem, czy co to tam piraci mają, po pupie, a on udawał, że puszcza w nią bąki. Także z kartki powinien się ucieszyć.

P.S. Ale porównując do innych kartek, buziaczków "x" Stevenowi dała najwięcej.


czwartek, 16 lipca 2015

     Starsza Córa ma dziś w przedszkolu imprezę przebieraną, temat: morze. Dokładnie, pod morzem, ale w propozycjach kostiumów pojawili się min. serfer i plażowicze. Zakładając, że to nie o topielców chodzi, my również postanowiłyśmy wyjść nieco bardziej na powierzchnię i stworzyć strój piratki. Królowa Matka w rękodzielnictwie cienka jak barszcz, ale na łatwiznę nie pójdzie. W UK, zakup przebrania, to pestka przez okrągły rok, w każdym jednym markecie jest wybór, bo dzieci przebierają się na codzień. Nikogo nie dziwi Spiderman na rowerze, czy inna wróżka w piaskownicy. W sumie to z tego wszystkiego najbardziej zdziwiłaby mnie piaskownica (u nas w mieście jest jedna na pierdyliard placów zabaw). Założenie więc było takie, żeby przygotować strój z tego, co mamy w domu. Matki bluzka i pasek przerobione, Ojca koszula w strzępy, do tego plastikowe perły, piankowa szpada i piratka jak malowanie. Chociaż nie, oczu na Jacka Sparrow'a to malować nie chciała, ale po Halloween wcale mnie to nie zdziwiło.
Wsiadamy do auta, zapinam Córze pas, spoglądam na nią, a ta wokół ust ma resztki mleka ze śniadania.
- Nie umyłaś zębów?
- O, o.
Siadam za kierownicą i słyszę:
- A piraci nie myli zębów?
No fakt, chciała straszyć dzieci i personel, będzie straszyć. Oddechem, jak na prawdziwego pirata przystało.

 

poniedziałek, 13 lipca 2015

 

     Przypomniała mi się sytuacja z naszego majowego pobytu w Polsce. Dwa tygodnie mieszkaliśmy u córowych dziadków. Domek pod miastem, ogródek, zaraz obok las. Cykanie świerszczy, pohukiwanie sowy, śpiew ptaków. Na to przyjechaliśmy MY. Dwójka średnio ogarniętych dorosłych z dwójką małoletnich, z których jednej buzia się niemal nie zamyka, druga poza domem wymaga bycia w centrum uwagi. Niemal codzienne późnowieczorne powroty z wizyt wszelakich i szybkie szykowanie do spania dwóch zmęczonych latorośli. Do tego mnóstwo bagaży, bo to pierwszy tak długi wyjazd w szerszym gronie, więc wszystko mogło się przydać. Generalnie przeszliśmy niczym huragan. Ostatniego dnia dom jak po bombie, wszędzie porozrzucane nasze rzeczy oraz wysoki stan poddenerwowania, czyli tzw. pakowanie. Wieczorem, przy kolacji, rozmawiamy o powrocie do domu, Starsza siedzi przy stole i wesoło machając pod nim nóżkami nagle rzuca:

- No, nareszcie będziemy mieć ciszę i spokój.

Chyba musielibyśmy tak nazwać córki.

środa, 08 lipca 2015

     Ponieważ to nasze ostatnie podrygi w Anglii, postanowiliśmy jeszcze coś zobaczyć. Wystarczyła 1h samochodem i tadaaam Peak District National Park. Piękne widoki, trochę górek, trochę jezior, a w okolicy miasteczka o niezwykłym charakterze. Chciałam wrzucić parę fotek na bloga, ale zmniejszanie, dodawanie, współpraca z angielskim internetem, wszystko to sprawiło, że zapraszam na oglądanie zdjęć na mojej stronie na FB :)

 

wtorek, 07 lipca 2015

     Przeglądamy z Córą Starszą książeczkę z rysunkami przedstawicieli różnych zawodów. Córa nazywa każdego z nich, aż przy jednym zapada cisza.
- No a to, kto to jest?
- Ten, co gasi pożary.
- A jak się nazywa taki pan, co gasi pożary?
- Przecież wiem, ale zapomniałam.
- W wierszyku było, pamiętasz wierszyk, pali się, pali się, pali się, pali się*?
- PALIcjant!

 

 

* Jan Brzechwa, Pali się.