Kto rządzi w naszym cyrku?
poniedziałek, 22 września 2014

Córa rozmawia z Królem Ojcem:

- Ja już nie jestem mała. Jestem duża, dorosła!

- To idź do pracy.

- Nieeeee, no co ty?! Nie mogę iść do pracy, przecież mogłabym się zgubić, albo samochód by mnie potrącił, albo ktoś mógłby mnie porwać. Na razie chodzę do swojej pracy przedszkolnej. Ale nie zarabiam tam pieniążków. Ty musisz zarabiać, duuuużo pieniążków.

 

     Dziś wychodzimy do tej Córowej pracy, zakładam jej w przedpokoju kurtkę, a że w piątek był problem, nie chciała się w przedszkolu odklajstrować od mojej szyi, buduję atmosferę:

- Ale dzisiaj będzie fajnie! Będziecie śpiewać i tańczyć, może znowu pograsz na perkusji? Ładnie się pobawisz z dziećmi, a ja przyjdę po obiedzie.

Po czym dałam jej buziaka. Faktycznie wyglądało to trochę jak nasze pożegnania w przedszolu...

- No co ty, mama?! Ja mam sama iść?? Przecież nie umiem kierować!

- To ci dam na bilet.

- No co ty?! Ja nie mogę sama przechodzić przez ulicę!

Taka dorosła, a do przedszkola to trzeba ją wozić.

 

czwartek, 18 września 2014


    

     Córa doskonale wie, że dzidziuś urodzi się jakoś zaraz po jej urodzinach. Z niecierpliwością czeka na oba wydarzenia. Na kalendarzu jeszcze się nie zna, ale radzi sobie w inny sposób. Rano Królowa Matka się ubiera, Córa patrzy na nią, robi wielkie oczy, na buzi pojawia się radosny uśmiech:

- Czy dziś są moje urodziny?!?! Bo masz już taki wieeelki brzuch!

A pan w warzywniaku zbijał się, że wynoszę melona pod bluzką...chyba raczej dynię.

 

Po południu rozmawiałyśmy coś z Córą na temat bycia siostrą:

- Ja jestem siostrą, dzidziuś jest siostrą, Ty jesteś siostrą, Tata jest...a jak się mówi na chłopca jak jest...yyyy...siostrem?

Rozpędziła się, KO nie jest siostrem. 

00:14, kropka306 , Inne
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 września 2014

     Wyjrzała Matka przez okno po zmroku...wytrzepać koc. Powietrze, które uderzyło ją po nozdrzach przywołało silne wspomnienia. Lato. Wakacje, szalone wyjazdy, szwędanie się po ulicy (względnie wsi) o nocnych porach, beztroska, wolność.

Od 4 lat, kiedy latem, słońce zachodzi dosyć późno, Matka rzadko wychodzi z domu, jak to mawia Córa "po nocy". To już jest taka godzina, że przeważnie pierworodna idzie spać, a KM ma czas na sprzątanie, siedzenie na necie, czytanie. Jesienią zrobi się jeszcze gorzej, Matka będzie chodziła spać z kurami.

Jeszcze jakichś 10 lat i wszystko wróci do normy...

00:36, kropka306 , Inne
Link Komentarze (5) »
czwartek, 04 września 2014

     

     Dawno mnie nie było, ale JUŻ zabraliśmy się za kompletowanie wyprawki. Zostało 8 tygodni (nie zdziwię się jeśli mniej), a Pestka do minionego weekendu nie miała niczego. Żadnej półki, żadnej własnej rzeczy, ba! przecież ona nadawet imienia nie ma. Ale po co się spinać? W 2 dni obkupiliśmy ją całkiem galancie. Niby raz już przez to przechodziliśmy, a wszystko jakby od nowa, bo inny kraj, zupełnie inne produkty, inne firmy, a i "zalecenia specjalistów" odmienne od tych sprzed 4 lat. Do tego Matka zaczęła się interesować składami kosmetyków, czytać o SLSach, parabenach. Potem przyjdzie jeszcze dylemat szczepień, a w zasadzie już przyszedł, bo pierwsze szczepienie na ksztusiec proponują tu w 27 tygodniu ciąży.
Niby tyle udogodnień dla dzisiejszych matek, a mam wrażenie, że 30 lat temu rodzice mieli o wiele łatwiej, przynajmniej jeśli chodzi o wybory i decyzje podczas kupowania wyprawki. Wszyscy myliśmy się mydłem Kajtek, pranie mieliśmy robione w Cypisku, a głowy pucowaliśmy żółtym szamponem z kaczuszką. Podobne wózki, identyczne kocyki, łóżeczka, piankowe materace. Może przygnębiające, ale o ile prostsze?

Ja po kilku godzinach jeżdżenia po sklepach, dostałam oczopląsu i rzygnęłam różem. Dlaczego, dlaczego wszędzie wciskają ten błękit i róż?! Z kolorów neutralnych niemal wyłącznie biel z brązowymi aplikacjami. Osobiście nie toleruję brązu, szczególnie na niemowlęcych ubrankach, więc pozostały mi różowy i niebieski. Jak ubiorę dziewczynę na niebiesko, będzie mnie wkurzać, każde "och, jaki słodki chłopczyk". Już to przerabiałam.
A gdzie zielony, żółty, czerwony, pomarańczowy, fioletowy? Nie mówię o bardziej wyszukanych kolorach, bo ja w tej kwestii jestem typowym facetem, rozróżniam tylko te podstawowe. 

Córa dzielnie towarzyszy mi na zakupach, pomaga wybierać siostrzany ekwipunek. Chociaż pomaga, to duże słowo... Wbierając kocyk z 3 różnych, chyba 8 razy zmieniła zdanie typując każdy z nich po kolei, czyli dokładnie tak samo jak ja, tylko długo trzeba było czekać na moment, w którym nasze zdania się pokryły.

 

Raz w sklepie z kosmetykami wyczaiła sztuczne rzęsy:

- Mamo, patrz! Jak Ci się zepsują rzęsy, to kupisz sobie nowe.

 

     Wracając do różu, zaczęłam się zastanawiać, bo w sumie miałam tylko 1 USG na którym usłyszałam płeć. Jeśli jednak kobieta się pomyliła i będzie chłopiec? Trzeba będzie mu pstrykać tylko czarno-białe zdjęcia, żeby potem traumy jakiejś nie miał. Na wszelki wypadek zapytałam też Córy:

- A co by było, gdybym jednak urodziła chłopaca?

- Byłoby szczęśliwie.

Uff, czyli wyczekiwany dzidziuś, zawsze pozostanie wyczekiwanym dzidziusiem, bez względu na to, czy pojawi się w postaci brata, czy siostry.

00:37, kropka306 , Ciąża
Link Komentarze (2) »