Kto rządzi w naszym cyrku?
niedziela, 27 października 2013

     Wczoraj, prowadząc Córę po kąpieli, do łóżka, uświadomiłam ją:

- Dziś w nocy przestawiamy zegarki do tyłu. Także wiesz...jak się rano obudzisz, to musisz jeszcze usnąć na godzinę.

KM przyzwyczaiła się już, że dziecię śpi do późna, więc klika sobie na kompie, a potem czyta do 1 w nocy, czy nawet dłużej. Córa jednak ostatnio wstaje dosyć wcześnie jak na siebie, więc warto spróbować wyjaśnić jej już kwestie zmiany czasu, zwłaszcza jeśli chodzi o kopnięcie w tył, wiosną oczywiście temat pominę.

- Ale mamo, ja nie mam w sypialni zegarka!

Cholercia, gdybym wiedziała, że to kwestia zegarka, już 3 lata temu ustawiłabym jej przy łożku!

Tagi: zegar
12:56, kropka306 , Inne
Link Komentarze (5) »
czwartek, 24 października 2013

     Niech ktoś mi powie, że jest coś takiego jak bunt trzylatka i minie max. za 2 tygodnie! Nasz mały troll przechodzi ostatnio samą siebie. W każdej kwestii musi mieć własne zdanie i najlepiej, żeby wszyscy się do niego stosowali. A ona nie będzie się stosować do niczego. O!

Pierwsze symptomy pojawiły się przy ostatniej chorobie. Kiedy jako żłobkowe dziecko, non stop chorowała, pięknie łykała nawet najbardziej obrzydliwe syropy, inhalowała się samodzielnie, pozwalała wysysać gluty aspiratorem, psiknąć wodą morską. Teraz choroba, to droga przez mękę, szczególnie dla mnie. Na widok syropu, natychmiastowa ewakuacja, do inhalatora jakoś się przekonała, ale tylko na kilka minut, próby zrobienia czegokolwiek przy nosie, patrz punkt o syropie. 
Do tego, co wieczór długie namowy na kąpiel.

- Córa, zapraszam do wanny!
- Ale nie mogę!
- Dlaczego?
- Bo nie mam biletu!

Albo po prostu, "nie będę się kąpać! teraz się bawię!". 
Umycie głowy, to wrzaski i znów próby ewakuacji. 

     Najgorzej jednak sprawa się ma z jedzeniem i sprzątaniem. Rozwala wszelkie popierdółki po "salonie", a że metraż wielkości niejednej garderoby, nie ma gdzie stopy postawić, żeby nie nadepnąć na kredkę, klocka, plastikową Hello Kitty, czy inne badziewie. Na hasło "posprzątaj", odpowiada, że później, albo władczym tonem "nie, Ty ze mną posprzątaj". Wczoraj, kiedy pół dnia trwało namawianie ją na zebranie bajzlu, KO przyszedł z workiem na śmieci. Kiedyś już próbowaliśmy tej metody, ale była za mała, przyjęła karę ze zrozumieniem "papaa, zabawki". Teraz reakcja była  zdecydowanie inna. Samo przyniesienie worka jednak niewiele zmieniło, bo jej sprzątanie szybko przeradzało się w beztroską zabawę. KO w końcu się zawziął, spakował wszystko do worków i...wyniósł do pokoju Córy. Ma 2 dni próby, podczas których musi pokazać, że szanuje swoje rzeczy, potrafi utrzymać porządek, wtedy zabawki wrócą na dół. A jeśli będzie u siebie utrzymywać rozpiździel, nikt tam nie będzie zaglądał, pozostanie jej samotna zabawa.
Do tego dochodzi kwestia jedzenia... Ja nie wiem, czy ona się odchudza? Jak się jej nie nakarmi, to nie zje. Nie jestem zwolenniczką biegania za dzieckiem z michą, od razu przypomina mi się sytuacja, kiedy leżałyśmy w szpitalu na zakaźnym, w sąsiedniej sali 4-letni chłopiec z rotawirusem, siedzi na nocniku, a obok babcia z talerzem, wpycha w niego obiad... Irytuje mnie jednak fakt, że staram się, stoję nad tą kuchnią, gotuję, a ta nawet nie spojrzy, od razu jest, "nie lubię tego". 

W ogóle zachowuje się jak jakiś bezczelny nastolatek, na zasadzie "mam gdzieś co mówicie, możecie mi skoczyć". W ubiegłym tygodniu była mega przytulaśna, wisiała ciągle na nas, po kilkanaście razy dziennie słyszeliśmy, jak to nas kocha, w tym tygodniu czort jakiś. Strach się bać co będzie, jak zacznie mieć PMS?!

 

poniedziałek, 21 października 2013

     KO poleciał ostatnio Córze klasykiem:

- Jak będziesz miała swój dom, to będziesz w nim wprowadzać własne porządki.

- Ale to przecież też jest mój dom.

 

Ja dziś, kiedy wychodziła z pokoju do kuchni rzuciłam:

- Tylko nie podchodź do kuchenki, bo tam się gotuje.

- Mhm, a ty nie podchodź do mojej kuchenki!

 

- Mamo, zostaniesz moją przyjaciółką? Tata nie zostanie moją przyjaciółką, bo jest zły, że nie zjadłam.

niedziela, 20 października 2013

     Córa ostatnio zaczęła interesować się literkami. Swoją drogą, ja już parę razy zostałam zapytana, czy umie napisać swoje imię? Próbowałam ją kiedyś nauczyć, ale to było zbyt nudne, zaledwie 4 literki, ona od razu wymyślała kolejne słowa. Nie umie zatem pisać, a przeczyta tylko jedno słowo, "volvo".
Nie czułam jakoś, żeby trzylatek musiał znać litery, ale skoro teraz sama przejawia zainteresowanie, to inna sprawa. Ma klocki drewniane z obrazkami, cyframi i literkami, zaczęłyśmy więc dziś układać wyrazy, wyszła z inicjatywą, pytając jak ma coś napisać? Ułożyłyśmy jej imię, mama, tata, imię taty. Potem sprawdzam co zapamiętała? Pokazuję "K", od razu rozpoznała i dodała, że jej imię zaczyna się na "K". Następnie "M". Pytam co to za litera i jaki wyraz od niej zaczynałyśmy? 

- "My", jak....Molison! (pobliski supermarket).

Ja się zawsze uczyłam, że "M" jak mama, ale to było jeszcze w XX wieku.

piątek, 18 października 2013

     Wspominałam kiedyś, że mamy sąsiada maratończyka...choć wiek 50+, jego imprezy trwają po 3 doby (przeważnie bez przerwy). No i wczoraj wydarzyło się coś dziwnego...interweniowałam, psując dobrą zabawę. Dziwne to bardzo, bo zawsze i wszędzie, to ja byłam pierwszą osobą do uciszania. Mieszkając w akademiku, na III piętrze, kiedy się śmiałam, portierka z dołu dzwoniła od razu do nas, nawet nie musiała się fatygować, żeby zobaczyć kto to? Tym razem odegrałam rolę pogromcy imprezy. Nieswojo mi z tym. Ja naprawdę jestem tolerancyjną osobą. Ściany mamy dosyć cienkie, słychać przez nie głośniejszą rozmowę, mimo tego nic się nie odzywałam na głośną muzykę, grającą bez względu na dzień tygodnia, nie przeszkadzało mi, że śpiewali do białego rana, ale kiedy drugą dobę dawali koncert przez mikrofon, nie wytrzymałam. Jak zaczęli we wtorek po południu, śpiewali do 4 rano, oczywiście od północy było to już języku "zulugula", w środę odpalili sprzęt już w południe, a kiedy wybiła teoretyczna cisza nocna, artystów przybyło i darły się już 3 osoby. Naprawdę wiele rozumiem, ale kuźwa, przez mikrofon?! Czułam się jak na sali weselnej. Córa spała zasłaniając rączkami uszy, przed 1 w nocy już nie wytrzymałam, poczekałam na przerwę między piosenkami i otulona w szlafrok, wychyliłam się za drzwi, żeby walnąć w okno. Nie wiem jak długo bym waliła, gdyby nie pies sąsiada? Zakładam, że jedyny trzeźwy w tym towarzystwie. Wyjrzała sąsiadka, która potrzebowała chwili, żeby skupić na mnie swój wzrok. Poprosiłam ładnie, żeby wyłączyli mikrofon, bo naprawdę czadu dają, jak nigdy. Ok, przeprosiła grzecznie, tłumacząc, że "Tommy ma urodziny"... Drugą dobę?? To ja współczuję jego matce. Dziś trzecia noc, impreza zgodnie z tradycją trwa dalej. Mikrofonu już nie odpalają. Podejrzewam, że to prezent urodzinowy od kogoś, kto nas bardzo nie lubi.

00:43, kropka306 , Inne
Link Komentarze (5) »
wtorek, 15 października 2013

     Córa skończyła 3 latka! W niedzielę goście, koleżanka z rodzicami, a dziś spędziłyśmy dzień głównie we dwie, ale też intensywnie. Muszę przyznać, że taki blog, to coś bardzo pożytecznego. Przejrzałam kilka wpisów sprzed roku i widzę postęp, widzę go wyraźniej niż z tego co mam w pamięci. Córa zdecydowanie wydoroślała. Nie to, że jak mówię "wychodzimy z domu", stoi już w butach przy drzwiach, bez przesady. Teraz jednak można z nią dyskutować, namawiać, przekonywać...szantażować. W zeszłym roku było "nie i ch...", cokolwiek człowiek by od niej chciał to "NIE", bez względu na wszystko. A teraz jak nie chce czegoś zrobić, to ma naprawdę ważny powód...np. bajki, zabawa, huśtanie. Łatwiej jednak walczyć, jak już wiadomo z czym. 

Poza tym duży postęp w mowie. Nadal zdarza jej się użyć dziwnej formy "idłam", a dzieci jeżdżą na "hujnogach", ale ogólnie wyraża się pełnymi zdaniami, a wiele jej wypowiedzi jest wynikiem głębokich przemyśleń. Do tego, podstawową różnicą jest oczywiście to, że nie wali w pieluchę!

     3 lata temu miała zaledwie 50 cm, 2660g, marmurkowatą skórę, krzywe nogi i zwyczaj darcia się po nocy. Dziś jest już dwa razy taka długa, ma zgrabne nóżki, a sypia nawet do 10 (kilka dni temu zdarzyło się do 11) rano. Powiedziałabym, że w niczym nie przypomina już tego małego robaczka, ale jednak, kiedy patrzę na zdjęcia swojego śpiącego noworodka, okazuje się, że to ta sama minka, którą oglądam każdej nocy.



     Była maleńka, wszystkie ubranka na 56 cm wisiały, ale dziewczyna rosła jak szalona. Swoją drogą, wyszła siła genów, dorwałam swoją książeczkę zdrowia, z pomiarami wykonanymi w pierwszym roku życia, porównałam z książeczką Córy... Łeb w łeb! W sumie, urodziłam się też niemal taka sama. Dlatego kiedy mówi, że będzie taka duża jak tata, tłumaczę, że chyba jednak taka jak mama. Przyjdzie czas, że doceni.

A po trzyletniej przemianie:



01:46, kropka306 , Inne
Link Komentarze (5) »
sobota, 12 października 2013

     U nas w sklepach jakiś czas temu rozpoczął się sezon halloween (bożonarodzeniowy również, w niektórych miejscach trwa już od września). Wchodzimy z Córą na chwilę do sklepu z ciuchami.

- Córa, chodź dalej, bo tu są męskie, a ja chciałam dziecięce zobaczyć.

Przechodzimy obok wieszaków ze strojami na Haloween, a ta:

- O! A tu są dla duchów!

czwartek, 10 października 2013

     Dwa tygodnie temu ruszył u nas w mieście recykling odpadków. Krzyczeli, ogłaszali, reklam co nie miara. Większość ludzi z naszej ulicy zignorowała sprawę, my uznaliśmy, że będziemy eko. Zamówiliśmy przez internet odpowiednie pojemniki i torby. Osobno papier, plastik, szkło i tektura, resztki jedzenia, a cała reszta do dużego kosza, jak zwykle. Pomysłodawcy plan mieli niezły, bo te duże kosze zamiast co tydzień, opróżniane są teraz co drugi, wszystkie posegregowane śmieci natomiast, regularnie w każdy np. wtorek (dzień zależy od rejonu). Komu więc nie starczy brązowego kosza na 14 dni, musi segregować. 

     W pierwszym tygodniu, kiedy akcja ruszyła, wszystko poszło sprawnie. Szefu miasta dumny jak paw, fotografował się z uśmiechem na tle śmieciarki.
W kolejnym tygodniu, śmieciarze przyjechali dzień później, co sprawiło, że od poniedziałkowego wieczoru, do środy, nasze pojemniki stały przed domem, na chodniku, nota bene, dosyć ruchliwym (pomijam wartości estetyczne ulicy i silne podmuchy wiatru). Kiedy w końcu panowie śmieciarze przyjechali, opróżnili wszystko, ale zapomnieli o jednym, wielkim różowym worku... Tego dnia też zaginęła nasza niebieska torba na papier... Wykluczam samoistne wyfrunięcie, bo zdążylam ją przenieść pod drzwi frontowe, musiałaby pokonać murek, a była dosyć solidna.

Teraz trzeci tydzień, jest jeszcze lepiej. Zaczyna się czwartek, a pojemniki/worki ze śmieciami nadal, od poniedziałkowego wieczoru leżą na chodniku. Najciekawszym ze wszystkiego jest fakt, że zniknął kosz na odpadki biodegradowalne. Ktoś nam zajumał śmietnik z resztkami żarcia! Wanglia!
Gdyby jeszcze ten nieszczęsny worek, co to nawet śmieciarze go nie chcieli zniknął, ale nie, nowy kosz, który prezentował się najlepiej w tym całym naszym śmieciowisku. 


Przypominam,  że większość sąsiadów olała recykling, więc nasze śmieci leżące sobie na środku nie mówią bynajmniej "patrzcie jacy porządni ludzie! Są EKO!".

wtorek, 08 października 2013

     Zrobiłyśmy sobie z Córą salon fryzjerski. Uczesała mnie, wpięła od cholery kolorowych spineczek (kiedyś z dwiema z tyłu głowy chodziłam po ulicy, bo o nich zapomniałam), potem ja wyfryzurowałam ją, przyniosłam lusterko. Przeglądam się:

- Mhmhmmm... ale jestem laska! - i przekazuję lusterko Córze.

- Nie, mamo, nie jesteś laska! No zobacz - odwraca lustro ponownie w moją stronę.

Tego samego dnia, wieczorem, wychodzę spod prysznica, ta siedzi na kiblu, cieszy się i woła:

- Nie masz cycy (tak mówi na stanik), daj pomacać!

Po czym śpiewa:

- Masz gołe cycki, że hej! Takie golutkie, takie malutkie...

Matka ma budować w dziecku poczucie własnej wartości, Córa jest przekonana nawet o niezwykłości własnych stóp, a co ze mną ja pytam? Usiąść i płakać normalnie.

niedziela, 06 października 2013

     Zapędziła mnie Córa na kanapę, zastawiła przejście między kanapą, a ławą wózkiem z lalką:
- Teraz jesteś w klatce!

Usiadła potem obok mnie:
- Muszę z Tobą porozmawiać. Rozsypałaś i nie chciałaś posprzątać, dlatego byłaś w klatce.
- A co rozsypałam? - rozejrzałam się po "salonie", na podłodze trudno było dostrzec jakikolwiek fragment dywanu.
- Wszystkie zabawki po pokoju. 
- No, Kochana, to chyba jednak Ty rozsypałaś.
- Nie, TY! Ja jestem mamą, a ty dzidziusiem. Posprzątaj to!

Klasyczny przykład wykorzystywania przez zabawę. No i ta klatka...już mi żal moich wnuków!

 

 
1 , 2