Kto rządzi w naszym cyrku?
piątek, 08 sierpnia 2014

     Królowa Matka marzy. Oczami wyobraźni widzi...przyszłoroczne lato. Piękne słońce, a ona opalona, w delikatnej bluzeczce w swoim rozmiarze, szortach, czy krótkiej spódniczce, sandałkach, albo nawet szpilkach! Lekka, zwiewna i powabna. Pchająca wózek i wlokąca za sobą wyjącą niespełna 5 latkę, nie, wróć! Lekka, opalona...

Tego lata to dynia o pingwinim chodzie, ubrana w namiot, przeciwżylakowe pończochy i długie portki, ewentualnie sukienkę ciągnącą się po ziemi, bo to lipa w taki skwar w rajtach biegać, szczególnie, że grube, widoczne z kilometra. Jesień powinna być łatwiejsza, ale znowu trzeba będzie rozważyć pożyczenie polaru od KO, takiego z rękawami do kolan.
Wracam więc do marzeń...o przyszłym lecie, o tym, że będę już niczym łania, oczywiście bez wszechobecnego cellulitu, rozstępów na tyłku i fałdu brzusznego. W przeciwieństwie do nich, marzenia warto mieć. 

17:46, kropka306 , Ciąża
Link Komentarze (3) »
piątek, 01 sierpnia 2014

     Korzystając z obecności Wujka, KM wraz z KO pojechali...na zakupy spożywcze. Szaleństwo, co?
Po godzinnej nieobecności, pytam Córy:
- I co, grzeczna byłaś?
- Mhmmm - przytaknęła ze słodkim uśmiechem. - Tylko jak byłam zamknięta to płakałam.

 

 

Celem oczyszczenia Wujka z zarzutów dodam, że ostatnio jedną z ulubionych bajek Córy jest Roszpunka, a z zabaw "ratunku, ratunku! jestem księżniczką zamkniętą w wieży!".

wtorek, 29 lipca 2014

     

     Królowa Matka była w piątek na wizycie u położnej. Muszę wrzucić osobną notkę o prowadzeniu ciąży w UK, ale dużo pisania, choć w zasadzie...nie ma o czym.
Absurd goni absurd, a ciąża prowadzi się sama. W piątek zatem, pani położna, uśmiechnięta, uprzejma, a jakże, zmierzyła mi ciśnienie, 90/60, uznała, że jest "bardzo dobre", pomacała brzuch, sprawdziła tętno Pestki i to już.
Kiedy poskarżyłam się, że czasem coś mnie kłuje w brzuchu, że dosyć często twardnieje, nawet nie spytała jak często, stwierdziła, że mam pić dużo wody. Kiedy poprosiłam, żeby poradziła mi jaki magnez kupić, bo mnie łapią straszne skurcze nóg w nocy, usłyszałam, że żaden magnez, przed snem powinnam sobie poruszać nóżkami i będzie elegancko. No i standardowo: "Ojej, jakie żylaki! Pewnie bolą? Niestety, żadnego żelu nie mogę przepisać, łykaj paracetamol".

Narzekam, że mało wizyt jest w ciąży, ale po każdej z nich, dochodzę do wniosku, że jak na to, co z nich wynoszę, to aż nadto. Szczególnie, że powyższy przypadek, to nie podejście jednej, niekompetentnej położnej, tak mniej więcej funkcjonuje tutejsza służba zdrowia.

 

00:31, kropka306 , Ciąża
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 lipca 2014

     Królowa Matka zestarzała się w ciągu ostatnich miesięcy o dobrych 30 lat. Ciężko już się zrobiło, fioletowa noga dokucza bardzo (bez swoich sexi przeciwżylakowych pończoszek mogę nie wstawać z łóżka), do tego upały... Może nie powyżej 30o ale u nas też bardzo gorąco się zrobiło i duszno. Matka po 30 min. poza domem sapie i okrutnie marudzi, że ją nogi bolą, że pić się chce, jeść, sikać, usiąść. Nie ma siły biegać z Córą za piłką, czy po placu zabaw od huśtawki do karuzeli, a pierworodna przyzwyczajona, że Matka czynnie uczestniczy w zabawach, zjeżdża (jeśli zjeżdżalnia wystarczająco szeroka), kręci się i huśta.
Teraz nawet schylić się nie może, czy zgarbić. Pestka do tego naprawdę aktywna kobieta, zasiada w dokładnie tym samym kąciku co kiedyś Córa, tylko bardziej uwiera w żebra, aż Matka musi czasem przybierać pozę Quasimodo przekrzywiając się na lewą stronę. Córa bawi się ostatnio z siostrą, głaszcze brzuch i patrzy jak ten potem w tym miejscu podskakuje, albo szybko przystawia ucho, czekając na kopniaka.

Z racji mojego samopoczucia, pod wpływem pewnych refleksji, pragnę oddać wielki hołd matkom, które chodzą/chodziły w ciąży mając w domu niemowlę. Niemowlakowi nie można powiedzieć "zaraz, później, sama się ubierz, weź sobie kiełbasę z lodówki".

Jeszcze około 103 dni... Potem będzie gorzej, ale przynajmniej będę się mieścić we własnym ciele.

 


23:30, kropka306 , Ciąża
Link Komentarze (7) »
piątek, 18 lipca 2014

- Mamo, gdzie byłaś, gdzie byłaś??

- W śmietniku.

- A co nam przyniosiłaś?!

czwartek, 17 lipca 2014

     

     Przyjechał do nas wujek Córy. Ta, zachwycona nowym towarzyszem zabaw nie daje mu chwili wytchnienia. Na przykład, bierze wielką piłkę gimnastyczną Matki:

- Ty siedź i się nie ruszaj, a ja będę w ciebie rzucać piłką. To taka gra będzie.

Kolejna propozycja:

- Ty stój, a ja będę Cię kopać w nogi.

I pomyśleć, że każdy, kto z nami nie mieszka mówi, że to istny anioł.

wtorek, 15 lipca 2014

KM łapie się za największy nóż, z dołu odzywa się głos:

- Tylko uważaj na paluchy, żebyś sobie nie przycięła moja panno!

 

Matka niesie niemal pusty, choć duży kosz na bieliznę:

- Mamoo!! Co ty robisz?! Przecież nie możesz dźwigać!

 

Matka jak to ona ze swoją orientacją w terenie, a w zasadzie jej brakiem, konsultuje przez telefon z KO którędy ma jechać, by dotrzeć do domu, względnie bez dodatkowych kilometrów? Córa siedzi cicho z tyłu. Ruszamy, przed nami pierwsze światła:

- W lewo, skręcaj w lewo!

I dobrze mówiła.

 

Na wieczór Córa zażyczyła sobie kakao. Matka akurat coś robiła, powiedziała, że kakao będzie za chwilę (jakaż to wspaniała miara czasu). Córa udając, że nie słyszy, oznajmiła, że pomoże, złapała pod pachę swoje krzesełko i podążając w kierunku kuchni, rzuciła:

- Mama! No do roboty!

Ona chyba jednak będzie z zawodu tym Dyrektorem. 

11:50, kropka306 , Inne
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 lipca 2014

     

     Smaruję Córze kanapkę ketchupem. Cieniutką warstwę dla smaku, do tej pory nie używała z racji alergii na pomidory. Od dawna mam plan sprawdzić, czy alergia nie minęła, ale ona wykręca się na sam widok pomidora. Ketchup jednak zażyczyła sobie sama, bo skończył się majonez. Autentycznie się skończył, tak sam z siebie, ostatnio zazwyczaj kończył się drastycznie, na kafelkach w kuchni...ciążowe hormony.

- Córa, a Ty wiesz z czego się robi ketchup?

- Wieeem, z pomidorów. A wiesz z czego się robi majonez??

- No ja wiem, a Ty mały cwaniaku?

- Z jajków!

- Skąd wiesz?!

- Bo na rysunku jest jajko.

Mówiłam, że cwaniak. Akurat dobrze, że nie kupujemy ostatnio majonezu Motyla.

 

Piękna pogoda, słońce na zewnątrz praży, my jemy późne śniadanie.

- Mamo, mogę zapalić lampę?

- A po co? Przecież jest dzień, wszystko doskonale widać.

- Ale ja nie widzę! Bo ja mam brązowe oczy.

11:23, kropka306 , Inne
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 czerwca 2014
     
     Coś mnie ostatnio tknęło i pomyślałam o mazakach dla Córy... Kiedyś już miała z nimi przygodę, która to skończyła się równie nagle, co się zaczęła. Pomalowała tapetę u siebie w pokoju. Tym razem oświadczyła, że jest już duża, nie będzie malować ani po ścianach, ani po meblach. Głosy mówiły mi "nie rób tego...nieee  róóób teeegooo", ale że zawsze mi powtarzano, żebym nie słuchała głosów w głowie, kupiłam zestaw pięknych, kolorowych mazaków. 
     Już pierwszego dnia przypadkiem pomalowały się ręce. Co rusz się gdzieś dotknęła, byłam wyrozumiała, najważniejsze, nie ograniczać dziecięcej twórczości. Aż w końcu w swej nieograniczoności, wymalowała sobie szaro-czarne tatuaże na całej ręce i nogach. Tylko prawej ręki nie umiała sięgnąć. Do tego malunek na sukience... Zgodnie z obietnicą, ściany i meble nienaruszone. 
00:15, kropka306 , Inne
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 czerwca 2014

     

     Czym jest stereotyp modelowej rodziny? To zakorzenione gdzieś głęboko 2+2, w tym rodzice (obojga płci) i dzieci-parka. Każda kobieta marzy o córce, każdy mężczyzna o synu. Toż to aksjomat, oczywisty jak fakt, że śliwek nie popija się mlekiem! Owo przekonanie siedzi w ludziach tak głęboko, że tłumaczenie "ja jestem inny", nie trafia, "na pewno tylko tak mówi". Żle jeśli małżeństwo nie ma dzieci, źle jeśli ma jedno, jeszcze gorzej kiedy powoła na świat troje, czy czworo, a kiedy ma nie do pary, to koniecznie, trzeba biedaków jakoś wesprzeć na duchu. 

     W piątek dowiedzieliśmy się, że Pestka pozostanie Pestką. Królowa Matka pierwszy raz chyba wykazała się sprawną intuicją. Albo to po prostu taki przypadek, bo nie mogła sobie wyobrazić siebie w roli matki chłopca. Będzie więc druga Księżniczka. Córa już przyjęła do wiadomości, że dziecka nie można nazwać Kopciuszek. Anglicy nie poradziliby sobie z "ci, sz"!
Wiem z doświadczenia, że płeć, podobnie jak i różnica wieku, nie mają większego znaczenia, więź i nić porozumienia między rodzeństwem, to coś, na co te czynniki nie mają wpływu. Cieszę się jednak, że Córa będzie miała siostrę, więcej wspólnych tematów, zabaw, kolejne pupsko w kolejce do maminych ciuchów...

     Co mnie uderzyło w odbiorze wiadomości przez otoczenie? Reakcje, z którymi się spotykam: no, hmm...najważniejsze, żeby było zdrowe. Dziewczynki też są fajne. Wiesz, do trzech razy sztuka. A może pomylili się na tym USG?

Kuźwa, czy ludzie uważają, że jesteśmy teraz smutni, podłamani, zawiedzeni? Staraliśmy się o dziecko, człowieka, którego brakuje w naszej rodzinie. Nie zakładaliśmy, że będzie wysokim blondynem o ciemnej karnacji i szafirowych oczach, a jego szarmancki uśmiech powali na kolana każdą niewiastę, która tylko raczy na niego spojrzeć. 
Radość z poznanej tajemnicy skrywanej w moim wnętrzu pryska, kiedy słyszę takie durne komentarze. 

 

 

00:43, kropka306 , Ciąża
Link Komentarze (4) »