Kto rządzi w naszym cyrku?

Dom wariatów

wtorek, 15 listopada 2016

     Podczas krótkiej wizyty w przedszkolu, celem odebrania siostry, Młodsza Córa doprowadziła do łez starszego chłopca. Próbował powiedzieć jej co ma robić, podniósł głos... Nie wiedział co czyni. MC spuściła głowę, jej rączki luźno opadły wzdłuż ciała, wydęła dolną wargę... Nie wiem, czy faktycznie analizowała sytuację, czy celowo próbowała uśpić czujność przeciwnika? Nagle podniosła głowę, czoło i brwi zmarszczone, zaciśnięte szczęki, tupnęła nogą, "NIE!", chłopiec już mniej pewny siebie odkrzyknął "tak", powtórzyli swoje stanowiska jeszcze dwukrotnie, ona coraz bardziej dosadnie, on coraz słabiej, aż w końcu wybuchnął płaczem "Mamo, ona na mnie krzyyyyczyyy". Kwintesencja charakterku mojego młodszego dziecka.

piątek, 31 lipca 2015

     Córa Starsza jest wyznawczynią porządku akademickiego.
- Ej, nie sądzisz, że przesadziłaś z bałaganem w swoim pokoju?
- Ale mamo, można przecież przejść od drzwi do okna. Zobacz, tędy...tu...tu musisz postawić stopę, tu przeskoczyć i o! Już jesteś.
Tydzień czasu może nie obejrzeć ani jednej bajki kiedy powiem, że włączę dopiero jak posprząta. Uparte zwierzę.

Któregoś dnia, wzięłam do ręki telefon i zaczęłam upamiętniać widok w chlewie. Ot tak, dla potomności, albo dla tych, którzy nie będą chcieli wierzyć, że na świętą to ona tylko wygląda. Córa podbiegła do mnie:
- Ale nie wysyłaj tego zdjęcia nikomu!
Któż by nie skorzystał z takiej podpowiedzi szantażu? Zaczęły się negocjacje, które niestety i tak spełzły na niczym. Córa miała inny plan:
- Skasuj to zdjęcie, a jutro je wyślesz.
- No jak? Przecież jak skasuję, to nie będę mogła wysłać.
- O to mi właśnie chodziło.

 

piątek, 24 lipca 2015

     Starsza Córa ma dziś w przedszkolu zakończenie roku. Wczoraj wypisywała kartki pożegnalne. Taką zrobiła dla swojego ulubionego pana przedszkolanka:

"Dla najzabawniejszego, śmierdzącego Stevena". Przy czym, "najzabawniejszego" dodała z mojej inicjatywy... Strach pomyśleć co by napisała dla kogoś, kogo nie lubi?


Kazali im się dzisiaj poprzebierać, wystylizowała się więc na wróżkę i powiedziała, że przemieni Stevena w kupę.
A niech ma chłopak, w zeszłym tygodniu Córa opowiadała, że jako piratka, tłukła go swoim mieczem, czy co to tam piraci mają, po pupie, a on udawał, że puszcza w nią bąki. Także z kartki powinien się ucieszyć.

P.S. Ale porównując do innych kartek, buziaczków "x" Stevenowi dała najwięcej.


czwartek, 16 lipca 2015

     Starsza Córa ma dziś w przedszkolu imprezę przebieraną, temat: morze. Dokładnie, pod morzem, ale w propozycjach kostiumów pojawili się min. serfer i plażowicze. Zakładając, że to nie o topielców chodzi, my również postanowiłyśmy wyjść nieco bardziej na powierzchnię i stworzyć strój piratki. Królowa Matka w rękodzielnictwie cienka jak barszcz, ale na łatwiznę nie pójdzie. W UK, zakup przebrania, to pestka przez okrągły rok, w każdym jednym markecie jest wybór, bo dzieci przebierają się na codzień. Nikogo nie dziwi Spiderman na rowerze, czy inna wróżka w piaskownicy. W sumie to z tego wszystkiego najbardziej zdziwiłaby mnie piaskownica (u nas w mieście jest jedna na pierdyliard placów zabaw). Założenie więc było takie, żeby przygotować strój z tego, co mamy w domu. Matki bluzka i pasek przerobione, Ojca koszula w strzępy, do tego plastikowe perły, piankowa szpada i piratka jak malowanie. Chociaż nie, oczu na Jacka Sparrow'a to malować nie chciała, ale po Halloween wcale mnie to nie zdziwiło.
Wsiadamy do auta, zapinam Córze pas, spoglądam na nią, a ta wokół ust ma resztki mleka ze śniadania.
- Nie umyłaś zębów?
- O, o.
Siadam za kierownicą i słyszę:
- A piraci nie myli zębów?
No fakt, chciała straszyć dzieci i personel, będzie straszyć. Oddechem, jak na prawdziwego pirata przystało.

 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

     Wzięła sobie Córa Starsza gruszkę. Je. Następnie odnotowuję, że zostało jej jeszcze pół, odwracam się, szast, prast, trzaskają drzwiczki pod kuchennym zlewem.
- Co wyrzuciłaś?
- Gruszkę.
- Przecież jeszcze jej nie zjadłaś!
- No tak, ale już nie miałam ochoty.
Matka więc jak ta zdarta płyta, zarzuciła swoją nawijkę o marnowaniu jedzenia, o tym ile żarcia codziennie z córowego talerza ląduje w śmieciach, o tym jak to Król Ojciec dzielnie pracuje, byśmy miały na ten chleb. I gruszki.
- Córa, codziennie pytasz taty, czy musi iść do pracy, bo ty go kochasz i tęsknisz. Tata też wolałby zostać w domu, ale nie, codziennie wychodzi, całe noce jak ty śpisz, on pracuje, zarabia pieniążki, żebyśmy nie chodzili głodni, a ty w ogóle nie chcesz jeść, wyrzucasz dobre żarcie do śmietnika.
- No to właśnie pytam po co tata do tej pracy w ogóle chodzi?

wtorek, 10 lutego 2015

     Spacerujemy z Córami, po spokojnym osiedlu domków. Na małej uliczce dwoje młodych ludzi, co by nie powiedzieć po prostu, gówniarzy, kopie piłkę. Zaznaczam, na ulicy. Córa zazwyczaj odgrywa rolę strażnika zasad, szczególnie kiedy to ktoś inny je łamie. Jest bliska paniki, kiedy koleżanka nie chce podać mamie ręki przy ulicy, kiedy roczny dzieciak próbuje majstrować przy kuchence gazowej. O tym dlaczego nie wolno grać w piłkę na ulicy, wie doskonale. Dziś jednak chochlik zapalił w jej oczach iskierki.

- Jak będę taka dorosła jak oni, też będę grała w piłkę na ulicy.
Matka zaczęła tłumaczyć, klarować, że wiek nie ma nic do rzeczy, kiedy człowiek durny, gada, gada, wykład zakończyła i słyszy:
- Jak będę dorosła i tak będę robiła co będę chciała.
W tym momencie poczułam się tak bardzo niedorosła.

Na szczęście kolejna pogadanka chyba dotarła, bo na koniec Córa poprosiła:
- Ale nie mów o tym co powiedziałam tacie.
Ona to tak zawsze, ostatnio też prosiła, po czym wpadła do domu,
- Tata, ale nie opowiem Ci o tym jak się zgubiłam.

czwartek, 22 stycznia 2015

Król Ojciec ma dziś szlaban.

C: - Zjadłeś śledzia??!

KO: - Leżał od kilku dni, nikt go chyba nie chciał, więc zjadłem.

C: - O nie! Jak jutro nie będzie śledzia w lodówce, nie możesz używać komputera.

niedziela, 21 grudnia 2014

- Tata, musisz mi włączyć taką piosenkę.
- Jaką?
- Bili coś tam, coś tam...
- ??
- No, taka Bili coś tam, coś tam...
- Ale co to za piosenka?
- No ja też nie wiem, nie znam jej!
- To co Ty chcesz??
- Buuuuuuu - uciekła z płaczem i rzuciła się na swoje łóżko.

Rebus był przecież prosty:


piątek, 05 grudnia 2014

     W piątek, odbierając Starszą Córę z przedszkola zauważyłam, że kapcie na zmianę są brudne. Ewidentnie wyglądały na takie, które świetnie się bawiły na przedszkolnym podwórku. Już doskonale wiem jak wyglądają ciuchy i buty, po dobrej zabawie w tym miejscu. Do brudnych części garderoby przywykłam, ale jak na mój gust to nie ta pora roku, żeby po dworzu w tenisówkach śmigać. Pytam więc grzecznie dlaczego nie zmieniła butów jak wychodzili? - Bo tak było szybciej. Dzisiaj butów na zmianę nie dałam.* Przychodzę odebrać gałgana, akurat bawili się na podwórku, kurtka rozpięta, szalika brak - bo tak było szybciej.
Zajechałyśmy do domu, rozebrała się:

- Nie sikałam dzisiaj w przedszkolu.

- Dlaczego?

.

.

.

- Bo tak było szybciej.

 

* w angielskich przedszkolach nie ma obowiązku zmieniania butów, Córa jest jedyna w grupie, nawet personel popyla  w kozakach przez 8h pracy. Normalnym też jest, że dziewczynki do spódniczki szkolnego mundurka, okrągły rok zakładają skarpetki, nikogo więc nie dziwiło dziecko w tenisówkach o tej porze roku, myślę, że nawet na sandałki nie zwróciliby uwagi.

czwartek, 16 października 2014

    

     Pisałam ostatnio o ewolucji Córowego poczucia humoru. Oto przykład:
Król Ojciec marudzi, że wybiera się na rower i wybrać nie może, bo napotyka na same przeciwności losu. Mianowicie: przypomina mu się o rowerze, jak rozkłada go przeziębienie, za oknem ulewa, mamy napięty grafik.
KM: - Ja Cię już wyganiałam nie raz, to mi się dostało, że przecież ty tak bardzo chcesz, ale naprawdę biedny nigdy nie możesz. Już się nic nie odzywam.
KO: - Właśnie, bo ty mnie wyganiasz, a powinnaś zachęcić.
KM: - Jak ja mam cię zachęcić do tego, żebyś poszedł na rower? Mam przy nim zatańczyć z gołymi cyckami?
Tu znikąd do rozmowy wkracza Córa:
C: - posmarowanymi majonezem!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8